wtorek, 31 marca 2020

Watashi no Akuma Rozdział XXV Izolacja

Victoria, partnerka księdza Rafaela 
Raf w dzinsach i  czerwonej kraciastej koszuli oraz sportowych butach prezentował się arcyseksownie.
-Znowu się na mnie gapisz- skomentował obserwując mnie spod krzaczastych brwi.
Poprawiłam zagięcie na jego koszuli, mówiąc:
-Miło patrzeć na takiego faceta. Cieszy oczy- powiedziałam unikając jego wzroku.
Wczorajszej nocy wiele się wydarzyło. Wspólne wygłupy, spacer po plaży i kąpiel w morzu. Potem małe co nieco na mieście, a wieczorem...
Na ostatnie wspomnienie wczorajszego wieczora poczułam, że czerwienię się, jak jakaś małolata. W łóżku było wspaniale, bo nigdy o niczym takim nie śmiałam nawet marzyć. Przedtem była tylko robota i banda Nocnych oraz brak jakichkolwiek szans na najmniejszą rozrywkę. Trzymanie na wodzy wszelkich uczuć i odruchów. Pilnowanie by nikt nie zauważył tej zmiany pomiędzy mną i Rafem.
Dłoń Rafaela na moim ramieniu była taka ciepła. Przysunął mnie bliżej ku sobie i pocałował lekko. Odwzajemniłam pieszczotę, bawiąc się jednym z dłuższych kosmyków jego włosów.
Rafael J. White
Jak nie znosiłem urlopów, tak ten był najlepszym, jaki mógł spotkać mnie w życiu. Wreszcie nie musiałem się ukrywać i mogłem się wyluzować.
Z każdym dniem coraz bardziej utwierdzałem się w przekonaniu, że nie chcę być już księdzem, a Gabriel miał słuszność, że nie widzę świata, poza Vix.
Poza moją Vix.
Nie mogłem uwierzyć, że po tylu latach smutnej pustki w moim beznadziejnym życiu, zjawił się ktoś, kto jednym spojrzeniem, czy gestem potrafił ją wypełnić tak, żebym na chwilę zapomniał, że owa pustka kiedyś istniała.
Objąłem ją mocniej i przytuliłem do siebie opierając czoło na jej ramieniu. Wiedziałem, że będę z nią szczęśliwy. W ogóle miałem szczęście, że ją poznałem.
-Rafael?- Zapytała przerywając ciszę.
Coś we mnie pękło. Jakiś mur. Obróciła się w moich ramionach i podniosła lekko moją głowę, a jej twarz przybrała wyraz głębokiego zadziwienia.
-Ty płaczesz...?- Zapytała półgłosem. Wyciągając dłoń otarła mi łzy z twarzy.
Płakałem, jak dziecko. Pierwszy raz od ponad trzydziestu lat.
-Co się stało, Raf?- Zapytała łagodnie srebrnooka, przyglądając mi się ze zmartwieniem.
-Ja... Ja po prostu...- próbowałem znaleźć odpowiednie słowa, by wyrazić swoje uczucia do niej.- Dzięki, że jesteś- odważyłem się powiedzieć po krótkiej chwili.
Na jej twarzy zagościł delikatny uśmiech.
-To ja dziękuję, że mnie wtedy przygarnąłeś- odpowiedziała dając mi całusa.- Powinniśmy iść..- zauważyła takim tonem, jakby jednak wolała zostać w tych czterech ścianach.
Tę chwilę przerwało walenie do drzwi i alarmujący krzyk:
-Potwory!! Pomocy!- To był organizator wycieczki.
Rafael doskoczył i otworzył.
Roztrzęsiony facet z rozpędu wbiegł do środka i wpadł na szafę.
-Jakie potwory? Co się dzieje?- Zapytał Rafael ostro.
Tamten trząsł się jak osika i rozglądał na boki z przerażeniem, jakby nadal był w niebezpieczeństwie.
-Mów, co jest grane.!- Raf podniósł faceta do pionu i uderzył nim mocno o szafę.
-Zjadają ludzi w hotelu...- odkrzyknął niemal mężczyzna.
-Kto?
-Inni!- Odparł nie wiedząc, jak ich nazwać.
Victoria, partnerka księdza Rafaela 
-Vix, chyba mamy robotę- zwrócił się do mnie brunet.
Otworzyłam przepastną szufladę komody i rozpinając czerwono czarną, sportową torbę wyciągnęłam dwa pasy ze srebrną bronią. Rzuciłam jeden do Rafa, i zapinając na biodrach drugi wyciągnęłam kilkadziesiąt flakonów świętej wody.
Oniemiały czarnowłosy mężczyzna gapił się na nas.
-C-co t-to za broń? C-co w-wy ch-chcecie z-zrob-bić-ć-ć?-Zapytał jąkając się.
-Po prostu tu zostań i nikogo nie wpuszczaj- nakazałam wychodząc za Rafaelem.

Na korytarzu panowało pandemonium. Wszyscy uciekali w panice, potykając się i tratując wzajemnie. Kilkoro z nich leżało w kałużach krwi.
-Zaczynamy sprzątanie- szturchnęłam księdza i zabrałam się do pracy.
Rafael J. White
Wcisnąłem zapadkę, a kołek z metalicznym trzaskiem wyskoczył rozkładając się.
Zacząłem po łacinie odmawiać modlitwę. Idąc ku najbliższej Nocnej Istocie zastanawiałem się, jakim cudem pojawili się za dnia...
Niepokornie postukałem palcem w ramię bestii, mówiąc, ironicznie:
-Przepraszam, że przeszkadzam w obiedzie; ale czy mamusia ci nie mówiła, żebyś nie bawił się jedzeniem?- W ostatniej chwili zdążyłem uchylić się przed ciosem i staranować przeciwnika. Przerażona kobieta przyklejona do ściany, struchlała obserwowała wydarzenia.
Zdzieliłem go pięścią i zacząłem walkę czując przyspieszone bicie własnego serca. Roznosiło mnie od środka, bo brakowało mi tego od dwóch dni.
-Bójka!!!- Zarechotałem z niezmierzoną uciechą, rozprawiając się z następnymi. Miecz z wyprawą odrąbał kolejny czerep, a kiedy kołek raz po raz nie trafiał w cel pomagałem sobie pięścią lub butem.
Niedaleko Victoria z bronią w rękach trzymanych przez Nocnego, odchyliła głowę i przywaliła nią mocno przeciwnikowi.
-Au...- jęknęła zapodając mu kopa z półobrotu. Zaraz przebiła go kołkiem.
***
Pozostali Nocni zwiali. Obsługa hotelu zaprowadziła ocalałych do dużej jadalni. Organizator wycieczki został z nami.
Naznaczyłem krzyż nad stosem trupów, gdy Vix polewała je świętą wodą.
Oboje odskoczyliśmy przed buchającym ze zwłok błękitnym ogniem.
-W Imieniu Najwyższego Boga, uwolnić dusze od Wiecznego Ognia i Potępienia. Z prochu powstaliście, w proch się obrócicie. Jeśliście grzesznikami, sami do Piekła wrócicie- powiedzieliśmy równocześnie, ja i Vix.
-Czym oni byli? Skąd w ogóle wiedzieliście, jak ich załatwić??- Mężczyzna domagał się odpowiedzi.
Vix ruchem głowy wskazała w kierunku korytarza prowadzącego do hotelowej jadalni.

-Hasło?- Zapytał głos zza drzwi.
-Dzień. Odzew?- Zapytałem krótko.
-Słońce- na to słowo, drzwi się otwarły i zostaliśmy wpuszczeni.
Kilkadziesiąt osób było opatrywanych. Vix posłała mi wymowne spojrzenie. Skinąłem i rozdzieliliśmy się.
Sprawdzałem uważnie, czy u żadnego z rannych nie ma śladów po ugryzieniu.
-Vix, mamy coś niepokojącego?- Rzuciłem w kierunku popielatowłosej.
-Żaden nie jest zakażony, a u ciebie?- Odparła.
-Dzięki Bogu, nikt- odparłem krótko.
-CZY KTOŚ WRESZCIE WYJAŚNI NAM, CO SIĘ TU STAŁO??!!- Wypalili organizator wycieczki i właściciel hotelu.
Otworzyłem z psyknięciem puszkę jagodowego napoju i upiłem potężny łyk.
-Sanguisuga noctem- oznajmiła niechętnie Victoria.
Wszyscy zebrani ostrzelali ją spojrzeniami pełnymi niepokoju i trwogi.
-Co to takiego?- Odważył się zapytać właściciel hotelu.
-Wampiry- oznajmiła od drzwi Ta kobieta.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz