-Uciekaj i nie oglądaj się za siebie- nakazał ten niski głos, a druga dłoń wepchnęła mi w palce srebrny pistolet.
Nie chciałam go posłuchać, ale jednocześnie czułam, że to jedyne, co mogę w tym momencie zrobić.
Zdecydowałam się postąpić, jak chciał "szafirowooki Gabriel"; więc odwróciłam się chcąc odejść. W ostatniej chwili odwrócił mnie ku sobie i przycisnął mocno do piersi.
-Biegnij do wyjścia- szepnął mi do ucha ten cudownie łagodny głos.
-Kimkolwiek dla mnie jesteś, ufam ci- powiedziałam cicho, sama nie wiedząc, co w danej chwili czułam.
Nie odpowiedział. Zamiast tego popchnął mnie delikatnie w stronę, z której przyszłam...
Gabriel, zwany Uczniakiem
Nicolae Bordeyan
Moja Pani...Nicolae Bordeyan
-Dlaczego pozwoliłeś mi znowu przejąć kontrolę nad sobą?- Zapytał mnie.
-Bo dzięki temu mogę ją ochronić- odparłem zapalając papierosa. Głęboko zaciągnąłem się dymem i sterowany przez niego podszedłem do Lei.
-Nie chcesz, żebym ją zabił- powiedział w zamyśleniu.
-Dla niej to odpowiednia kara za to, co zrobiła- powiedziałem cicho.
Leah coraz bardziej zdezorientowana i przerażona wpatrywała się we mnie, nie rozumiejąc, jakim cudem słyszy dwa różne, męskie głosy i patrzy na nią dwoje różnych w barwie oczu.
Nicolae znał swoją moc i zdecydowanie wiedział, jak nią rządzić, nie krzywdząc przy okazji swego gospodarza.
-Dla takich, jak ona samo to, czym jest to kara- oczy w mojej twarzy wpatrywały się w Leę bezlitośnie. Moja dłoń chwyciła mocno jej twarz, i podniosła biuściastą, krótkowłosą lekko w górę. W jej oczach odbiły się dwie ciemnobłękitne kule.
-Obyś zdechła z głodu, a twoje ścierwo rozsypało się w piach. Pozdrów swego pana od Nicolae Bordeyan'a- oznajmił i puszczając ją zmusił mnie do odejścia.
Nie rozumiałem, z jakiego powodu przedstawił się Lei. Po to, by jeszcze bardziej ją przerazić? Czy dlatego, że wiedział coś, o czym sam nie miałem pojęcia?
Jednak nie miałem czasu się nad tym zastanowić, bo usłyszałem krzyk Victorii.
Mimo, że Nicolae nadal mną kierował, pobiegłem w tamtą stronę wyciągając broń z kabury.
***
Kilka korytarzy i schodów później ukrywając Glocka w kaburze, przeskoczyłem kolejne schody i chwytając za barierkę wyhamowałem ostro, zanim grad kul zrobiłby ze mnie sito.
Vix wrzasnęła raz jeszcze, a po chwili usłyszałem okrzyk bólu jednego z Hydr i zdławione przekleństwo z jego ust.-Ty dziwko...!- Zasyczał, a Victoria przeleciała tuż przed moim nosem i uderzyła w jeden z posągów.
Terkot automatów ucichł, a tamten szedł w stronę półprzytomnej popielatowłosej. Ze skroni i draśniętych kulami ramion Vix spływała czerwona ciecz.
Kiedy był w moim zasięgu, moja ręka, zwinięta w pięść- totalnie wbrew mojej woli- wystrzeliła do przodu i zdzieliła delikwenta prosto w zęby. Zatoczył się i oparł na ścianie odzyskując równowagę.
-Król powrócił- zarechotał paskudnie Egzekutor zwany Bianco, którego walnąłem.
-Jak śmiałeś nazwać ją nazwać ją w ten sposób, ty żałosny, zawszony, bezużyteczny, obmierzły psiarku?!- Moje ciało... Aż poczułem dygotanie, spowodowane wściekłością mojego alter ego.
Szafirowe oczy omiotły Hydry lodowatym spojrzeniem, a członkowie oddziału cofnęli się o krok.
Tym razem Nicolae już niepodzielnie panował nad moim ciałem. Lżył, kopał i zupełnie na oślep okładał Bianco, póki ten nie wyzionął ducha.
Po wszystkim leżący trup wyglądał koszmarnie. Jego twarz była zmasakrowana tak, że nikt (prócz świadków) nie mógłby go rozpoznać.
Hydry wpatrywały się we mnie w milczeniu, kilku z dwudziestu pięciu ludzi podniosło broń. Mimo, że nie mogłem się odezwać, ani kontrolować swojego ciała, byłem w pełni świadomy tego, co się działo.
-Jeszcze nie zrobił z was wszystkich swoich psów- Wydobył się zza moich warg niski i melodyjny głos Nicolae.
-Kim jesteś?- Zza grupki facetów wyłoniła się szczupła sylwetka nastolatki. Blondynki o zielonych oczach. Miała ona na imię Francesca i była szpiegiem organizacji.
Moje nogi poruszyły się.
Kilka kroków potem stałem tuż przed niższą od siebie dziewczyną i trzymałem ją mocno za gardło.
-Waszym koszmarem- oznajmił moimi wargami Nicolae Bordeyan, zaciskając mocniej moje palce na gardle blondynki.
Nagle wykonał ręką zamach i rzucił nią o ścianę. Zawtórował temu trzask rozbijanej czaszki, a z jej ust wraz ze strużką krwi wydobyło się ostatnie tchnienie.
Bordeyan wykrzywił moje wargi w drwiącym uśmiechu rozglądając się po pełnych trwogi twarzach wrośniętych nogami w podłogę Hydr.
Dwóch najmłodszych rangą rzuciło pistolety maszynowe cofając się przezornie.
-Zejdźcie mi z oczu, pókim dobry- rozkazał rozgniewany Bordeyan.
Victoria, partnerka księdza Rafaela
Wiedziałam, że to nie jest Gabriel.Ta osoba, kimkolwiek była i skądkolwiek ją znałam, była naładowana gniewem i okrucieństwem...
Spanikowane Hydry uciekły w popłochu, a on podszedł i przyklęknął przy mnie.
Ciemnobłękitne tęczówki zastąpiła świetnie znana mi zieleń, a ciało młodego mężczyzny odzyskało te pełne gracji i pewności kocie ruchy. Szybkim ruchem wcisnął broń w kabury i przyklęknął przy mnie.
-Krwawisz- powiedział ten zachrypły ton, zdejmując kurtkę.
Zdjął koszulkę i przyciskając ją do mojej skroni założył spowrotem kurtkę. Oderwał dwa skrawki i opatrzył resztę moich zranień.
-Przytrzymaj- nakazał biorąc mnie na ręce. Uśmiechnął się po swojemu, dodając- znając Rafaela na pewno palnie mi obszerne kazanie. Gorsze jest to, że nie do końca będzie ono dotyczyło "wiary i boskiego planu"- zauważył kwaśno opuszczając willę.
Mijający nas ludzie, a w szczególności kobiety, z wyraźnym zaciekawieniem obserwowały widoczny zza rozpiętej skóry skrawek torsu młodzieńca.
Gabriel idąc nie przejmował się tym zbytnio, raz po raz pytając, czy dobrze się czuję.
-Rany... Łeb nie szklanka- westchnęłam słabo, obserwując go uważnie spod półprzymkniętych powiek.
Gabriel, zwany Uczniakiem
Dostrzegłem, że na mnie patrzy; ale starałem się nie zwracać na to uwagi, chociaż przypuszczałem, że będzie chciała wiedzieć, czego była świadkiem.Jednak pytanie, które usłyszałem z jej ust prawie ścięło mnie z nóg z zaskoczenia.
-Mówiłeś poważnie to o tym "fetyszu z paskami"?- Odwróciła wzrok czerwieniąc się jak piwonia.
Przystanąłem zaskoczony tym, że z tych wszystkich niewiarygodnych rzeczy, Victoria zapytała akurat o tę najmniej ważną.
Wbrew sobie parsknąłem wesołym śmiechem.
-Co, jak co; ale myślałem, że wiesz, kiedy kłamię, a kiedy mówię całkiem serio- zauważyłem, gdy przestałem się śmiać.- Oczywiście, że kłamałem; żeby rozwścieczyć Leę- wyjaśniłem spokojnie- co nie zmienia faktu, że to byłoby ekstra doświadczenie.
Podniosła rękę i znowu zarobiłem plaskacza.
-Zjeżdżaj, obrzydliwy zboczeńcu!- Wypaliła głośno z wyrzutem, a mijani przez nas przechodnie spoglądali na nas z niemałym zainteresowaniem.- Jesteś naprawdę obrzydliwy...- Dodała ciszej, zniesmaczona.
Ruszyłem z miejsca.
-Czuję się dotknięty...- powiedziałem, próbując uspokoić drżenie spowodowane tłumionym śmiechem.
***
-Na Miłosiernego Stwórcę; w coś ty ją znów wpakował??- Warknął na wstępie Pan Zarozumiały.Wzniosłem wzrok w górę mrucząc wymownie:
-No, zaczyna się- powiedziałem ironicznie.
-Zadałem pytanie, Tępa Mózgownico- Rafael nie miał zamiaru ustąpić.
-To moja wina- odezwała się zbolałym głosem Vix- nie powinnam śledzić Gabriela...
Rafael J. White
Gabriel miał równie zbaraniały wyraz twarzy, co mój.-Chyba za mocno uderzyłaś się w głowę- powiedział z troską do Vix.
Starałem się nie skomentować tego, że jest półnagi i nie pytać o to, gdzie jego ubranie, ale wtedy usłyszałem z boku chichoty i szepty.
Młode nowicjuszki spoglądając dyskretnie na blondyna komentowały szeptem, chichocząc.
-Muszę coś na siebie założyć. Gorszę siostrzyczki- zauważył mierząc grupkę zakonnic zamyślonym wzrokiem. Przekazał mi Vix i ruszył do swojego pokoju, a siostry bezwstydnie wlepiały oczy w jego odsłoniętą klatkę piersiową i wyrzeźbiony na kształt sześciopaka brzuch.
-Cholerna łajza- westchnąłem kręcąc głową z niedowierzaniem, gdy Vix, przyciskając dłonią do skroni tkaninę, oparła głowę na mojej piersi.
Rozpoznałem w niej porozrywany czarny t-shirt Gabriela.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz