poniedziałek, 16 marca 2020

Watashi no Akuma Rozdział XXIV: Dhampir Leah

Gabriel, zwany Uczniakiem
Opróżniając jeden z flakonów wsunąłem go do kieszeni i ostrożnie pchnąłem zdrowym ramieniem niedomknięte drzwi. Podnosząc spluwy wszedłem do Pieczary, rozejrzałem się uważnie.
Pusto i cicho, a jednak czułem się przez kogoś cały czas obserwowany. Obróciłem się wokół własnej osi i wszedłem na schody prowadzące na pierwsze piętro.
Na półpiętrze przeszedł mnie dziwny chłód aż wstrząsnął mną dreszcz.
Wbiłem wzrok w górne piętra willi i dostrzegłem ją. Tę dziewczynę. Szła na samą górę pewnie trzymając pistolety maszynowe.
Była już w trakcie trzeciego odliczania.
Nie miałem pojęcia, dlaczego ciągle odlicza od stu w tył...
Jest psychopatką? Czy może jest szalona, ale niezbyt groźna? Dokąd idzie i...
Skąd tak dobrze zna rozkład budynku??
***
To wszystko było dziwne i równocześnie podejrzane.
Nie spotkałem się z żadnym Hydrą, choć krążę po domu od prawie godziny.
Kiedy wyszliśmy na trzecie piętro, zniknęła mi z zasięgu wzroku, zakląłem szeptem i nagle poczułem na swoich plecach czyiś dotyk.
Spiąłem się i zesztywniałem, gdy czyjeś wargi przesunęły się po mojej szyi, a tuż przy uchu usłyszałem kobiecy szept; którego miałem już nigdy nie usłyszeć:
-Jesteś, jak zawsze słodki, Damonie- szepnęła i pociagnęła nosem, wzdychając jakby poczuła pyszny zapach.
Stałem sztywno wyprostowany, starając się pojąć, jakim cudem słyszę ten głos, skoro własnoręcznie zabiłem jego posiadaczkę. Poza tym dziewczyna, za którą szedłem wyparowała.
-Kim jesteś i skąd mnie znasz?- Zapytałem krótko, próbując uspokoić nerwy.
-Smacznie pachniesz- zignorowała moje pytanie, a ja wzdrgnąłem się czując pod ubraniem nienaturalnie lodowate palce, prześlizgujące po moim torsie i brzuchu.
Wyrwałem jej się robiąc duży krok do przodu i zwróciłem się ku niej mierząc w nią z luf.
Wtedy z moich ust wyrwał się jęk.
Ona...
TA dziewczyna.
Stała w tym samym miejscu i uśmiechała się dziwnie.
Nie wierzyłem w to, co słyszałem.
Ten głos w swojej barwie był tak bardzo chłodny i znajomy...
-Kim jesteś i skąd mnie znasz?- Powtórzyłem poprzednie pytanie, wpatrzony z niedowierzaniem w krótkowłosą postać o intensywnie niebieskich oczach.
-Tęskniłam za tobą, Kotku...- szepnęła uwodzicielsko.
W umysł wkradł się strach. Nigdy wcześniej nie odczuwałem tak olbrzymiego lęku przed stojącą mi na drodze osobą.
Cofnąłem się od niej o kilka kroków, ale nagle poczułem, że wpadłem na kogoś plecami.
-Nie uciekaj.. Jestem taka samotna, Kotku- objęła mnie ramionami zamykając w stalowym uścisku.
Mój oddech stał się szybki i płytki, a ciało zaczęło drżeć. Ledwie mogłem utrzymać w palcach broń. Szczękałem zębami z przerażenia nie wierząc własnym zmysłom.
Ten blady ślad na jej gardle, który przed chwilą widziałem...
-To niemożliwe... Nie możesz być nią...- Powiedziałem w głębokim oszołomieniu. Serce waliło mi jak młot, a w uszach słyszałem szum własnej krwi.- Ona jest martwa. Martwa- zacząłem powtarzać drżącymi wargami to jedno słowo, nie potrafiąc wykonać żadnego ruchu.
-Nie podobam ci się taka? Zawsze mówiłeś, że było mi ładniej w krótszych włosach, Kotku- całowanie po szyi jeszcze mogłem znieść, ale gdy poczułem jej język sunący delikatnie w górę i w dół wzdłuż głównej żyły...
Przymknąłem na chwilę oczy, starając się uspokoić drżenie i dzwonienie zębów wywołane przez strach.

Uratowałem kobietę, którą wcześniej zabiłem...  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz