środa, 11 marca 2020

Watashi no Akuma Rozdział XXIII Niebezpieczne uczucie

Poranek w Watykanie pełen był niespodzianek. Starałem się to ukryć, ale zastanawiało mnie, jakim cudem Katie wstała ze stosu, skoro była martwa.
Usiadłem na łóżku i sięgnąłem po butelkę absyntu. Odkręciłem i upiłem potężny łyk, czując gorycz napoju.
-Cholera jasna, jak to się mogło stać...?- Zapytałem sam siebie.- Przecież skręciłem jej kark i dla pewności odstrzeliłem łeb...
Nie wiedziałem, co o tym wszystkim myśleć. Czy Vlad zrobił takimi wszystkie Hydry!? A może ludzie, których zmieniał w Nocnych musieli spełniać jakieś odpowiednie kryteria?
-Nie zapędzałbym się z wnioskami na twoim miejscu- zauważył cichy głos. Zwróciłem oczy w kierunku okna i dostrzegłem księdza Josepha.
-Co się stało z tamtą dziewczyną, którą wtedy uratowałem?- Zapytałem po długiej chwili.
-Żyje.
Jakoś mnie to nie uspokoiło, bo kiedy ją ostatnio widziałem... Przed oczami stanął mi widok dwóch śladów na jej szyi i czerniejące żyły.
-Jest jedną z Nich?- Zadałem kolejne pytanie.
Zmierzył mnie uważnym spojrzeniem, jakby zastanawiał się, czy mówię poważnie.
-Nic jej się nie stało. Właściwie, co chcesz przez to powiedzieć?- Zdziwił się.
Westchnąłem cicho.
-Ona... Miała ślady na szyi i... Nie wiem, jak to powiedzieć; ale wlałem jej w gardło święconą wodę, zrobiłem jej krzyż na czole i....- przymknąłem na moment oczy i otworzyłem je.
Joseph Torres zamaszyście odwrócił się od okna i długi czas obserwował mnie z nieodgadnionym wyrazem twarzy.
-Rafael miał rację, że jest w tobie coś niepokojącego- tym razem to mnie ogarnęło zdumienie. Gapiłem się nań mrugając oczami, jakby nagle zaczął mówić w obcym języku.
-Niepokojącego, czyli?- Zapytałem zupełnie nie wiedząc, czego się spodziewać.
-Od zawsze jesteś niewierzący?- Zapytał mnie nagle.
-Wychowałem się w katolickiej rodzinie, ale jakoś nigdy nie czułem się specjalnie wierzący- wzruszyłem ramionami.- Co to ma, w sumie, do rzeczy?
Siwowłosy i ciemnooki proboszcz wpatrywał się we mnie z namysłem.
-Szczerze mówiąc, żaden z nas nie wpadłby na takie szalone pomysły. Nie dość, że uważałbym za wariactwo wmusić w ugryzionego świętą wodę, to jeszcze potraktować nią innego Nocnego- stwierdził powoli.- Taa, rozmawiałem z Rafaelem na twój temat- wyprzedził moje kolejne pytanie.
-To wy się znacie?
-Sporo czasu, bo koło trzydziestu lat z hakiem- przyznał z cichym śmiechem.- Przyjaźnimy się- wyjaśnił spokojnie.
-Z tym zarozumialcem? Da się?- Wypaliłem, zanim pomyślałem, co gadam.
Siwowłosy zaczął się śmiać wesoło. Chyba dostał ataku rechotu, bo nie mógł przestać.
-Raf... Zarozumiały? A to dobre! - Powiedział dusząc się z wesołości.
-Przecież to prawda. Rafael to zarozumiały facet- obruszyłem się.
-Pan Tępa Mózgownica, jak zawsze swoje- zauważył od drzwi Rafael.- Cześć, Jo- rzucił do Torresa.
-Snujesz się, bo cię wykopali?- Zapytał uszczypliwie ciemnooki.
-Dzięki niektórym- stwierdził urażony brunet ziewając.- Jestem upierdliwy, bo się nudzę.
Już niedługo, będziesz miał karuzelę wrażeń, wierz mi, Księżulku- pomyślałem z uciechą, ale nic nie powiedziałem.
-Lepiej się czujesz?- Wstałem z łóżka i zakładając czarny podkoszulek przetarłem twarz i poprawiłem kolczyk w wardze, by nie zahaczyć nim o materiał.
-Mnie naprawdę nic nie jest, co wyście się tak uparli?- Jęknął rozkładając ręce z porażką, jakby nie miał sił na wałkowanie tego tematu. 
-Nic, tylko... Byłoby nudno bez tych docinek i widoku twojej wrednej facjaty, Rafael- przyznałem z wytrącającym z równowagi uśmieszkiem i złapałem moją własną zapalniczkę, którą we mnie rzucił.
-Przyganiał kocioł garnkowi- odciął się ironicznie.
-Vix nie daje ci żyć, że taki jesteś?- Uśmiechnąłem się pojednawczo, a on przewrócił oczami z dziwną miną.
Usłyszałem kroki biegnącej Vix. Zaaferowana srebrnooka wpadła na Rafa i cofnęła się z czymś w palcach. Tym czymś okazała się biała koperta.
Czyżby to było to, o czym myślę...?
-Musimy pogadać, Raf- głos Victorii brzmiał wyjątkowo tajemniczo.
-O czym?- Zdziwił się brunet.
-Co to za koperta?- Zaciekawiłem się nagle.
-Po prostu chodź, Raf- pociagnęła go za sobą i wyciągnęła z komnaty, nie odpowiadając mi.
Joseph westchnął patrząc za nimi, jakby o coś się martwił. Po chwili jednak spojrzał na zegarek na nadgarstku i aż podskoczył. 
-Cholera, msza- syknął wychodząc szybkim krokiem. 
Rafael J. White
-O czym chciałaś pogadać?- Zaniepokoiłem się.
Victoria obróciła się ku mnie i pomachała mi kopertą przed nosem.
-Koperta jest aż tak ważna?- Zapytałem kwaśno, nie rozumiejąc, o co jej chodzi.
-A tak, bo wyobraź sobie, że to nie byle jaka koperta- zasyczała z niemałą irytacją mierząc mnie wściekłym spojrzeniem.- Co cię podkusiło, żeby wysłać nasze zdjęcie na jakiś głupi konkurs dla par?- Rozzłościła się, starając się mówić jak NAJCISZEJ. 
Cofnąłem się kilka kroczków w tył i gapiąc się na popielatowłosą, jak na wariatkę wychrypiałem:
-CO TAKIEGO? JAKIE ZDJĘCIE? O CZYM TY BREDZISZ?- Wypaliłem zszokowany, nie pojmując, o co jej właściwie chodzi.
-No, nie mów; że nie wiesz... Raf, wszystko wszystkim, ale nie udawaj głupiego- odpowiedziała złośliwie.
Tym razem oszołomienie zastąpiło uczucie złości i niesprawiedliwości. Naprawdę nie wiedziałem, o czym mówiła, a tym bardziej o co mnie podejrzewała Vix. 
-Nie wiem, o czym mówisz. Nie wysyłałem żadnego zdjęcia. Na żaden konkurs. Chyba cię pogięło- odpowiedziałem z naciskiem.
-Co było na tym zdjęciu?- Nie uwierzyła mi. 
-Nie mam zielonego pojęcia- starałem się zachować spokój, próbując zrozumieć, co jest grane. 
Wpatrując się we mnie otworzyła list i rozwijając go wbiła wzrok w kartę, a jej oczy przybrały wielkość piłeczek golfowych. Przez kilka minut wpatrywała się w kartkę i poruszała wargami ogarnięta szokiem.
-Boże Miłosierny... Rafael: ja cię po prostu zamorduję- powiedziała drżącym głosem.
-Mnie? Niby za co?- Burknąłem ostro.
Srebrnooka opadła na fotel opuszczając rękę z listem i przymknęła oczy ze zbolałą miną.
-Co było na tym zdjęciu?- Powtórzyła pytanie starając się uspokoić.
-Naprawdę nie wiem, na Miłosiernego Stwórcę- odparłem rozdrażniony.
-Przestań kłamać, Raf...
-Kiedy ja naprawdę nie mam pojęcia, o co ci chodzi! Nie wiem nic o żadnym zdjęciu, a już na pewno nie o jakimś konkursie, Victoria!.
-W porządku: łaskawie cię uświadomię- zerwała się z siedziska i pokazała mi ten list z przypiętą doń spinaczem fotografią, która przedstawiała naszą dwójkę w dość intymnej sytuacji. Wybałuszyłem oczy i długo gapiłem się na prostokącik przedstawiający mnie samego przytulającego siedzącą na łóżku przerażoną Vix, podpisany na odwrocie: Zawsze przy tobie. 
Gabriel, zwany Uczniakiem 
-Pierwszy raz widzę to na oczy- przyłożyłem mocniej ucho do drzwi pokoju Victorii i usłyszałem szept Pana Zarozumiałego. 
-Naprawdę?- Tym razem głos srebrnookiej złagodniał. 
-Oczywiście, że tak... Nigdy bym nawet nie pomyślał, żeby coś takiego zrobić- powiedział nadal szeptem, a ja zachichotałem cicho. 
Zapadła długa cisza. 
-Przepraszam cię- powiedziała w końcu cicho Vix. 
Cholera, powiedz wreszcie, czy wygraliście ten konkurs!- Pomyślałem z nerwowym wyczekiwaniem. 
-I co z tym konkursem?- Zapytał Rafael. 
Victoria, partnerka księdza Rafaela 
Objął -Musimy pogadać, Raf- głos Victorii brzmiał wyjątkowo tajemniczo.
-O czym?- Zdziwił się brunet.
-Co to za koperta?- Zaciekawiłem się nagle.
-Po prostu chodź, Raf- pociagnęła go za sobą i wyciągnęła z komnaty, nie odpowiadając mi.
Joseph westchnął patrząc za nimi, jakby o coś się martwił. Po chwili jednak spojrzał na zegarek na nadgarstku i aż podskoczył. 
-Cholera, msza- syknął wychodząc szybkim krokiem. 
Rafael J. White
-O czym chciałaś pogadać?- Zaniepokoiłem się.
Victoria obróciła się ku mnie i pomachała mi kopertą przed nosem.
-Koperta jest aż tak ważna?- Zapytałem kwaśno, nie rozumiejąc, o co jej chodzi.
-A tak, bo wyobraź sobie, że to nie byle jaka koperta- zasyczała z niemałą irytacją mierząc mnie wściekłym spojrzeniem.- Co cię podkusiło, żeby wysłać nasze zdjęcie na jakiś głupi konkurs dla par?- Rozzłościła się, starając się mówić jak NAJCISZEJ. 
Cofnąłem się kilka kroczków w tył i gapiąc się na popielatowłosą, jak na wariatkę wychrypiałem:
-CO TAKIEGO? JAKIE ZDJĘCIE? O CZYM TY BREDZISZ?- Wypaliłem zszokowany, nie pojmując, o co jej właściwie chodzi.
-No, nie mów; że nie wiesz... Raf, wszystko wszystkim, ale nie udawaj głupiego- odpowiedziała złośliwie.
Tym razem oszołomienie zastąpiło uczucie złości i niesprawiedliwości. Naprawdę nie wiedziałem, o czym mówiła, a tym bardziej o co mnie podejrzewała Vix. 
-Nie wiem, o czym mówisz. Nie wysyłałem żadnego zdjęcia. Na żaden konkurs. Chyba cię pogięło- odpowiedziałem z naciskiem.
-Co było na tym zdjęciu?- Nie uwierzyła mi. 
-Nie mam zielonego pojęcia- starałem się zachować spokój, próbując zrozumieć, co jest grane. 
Wpatrując się we mnie otworzyła list i rozwijając go wbiła wzrok w kartę, a jej oczy przybrały wielkość piłeczek golfowych. Przez kilka minut wpatrywała się w kartkę i poruszała wargami ogarnięta szokiem.
-Boże Miłosierny... Rafael: ja cię po prostu zamorduję- powiedziała drżącym głosem.
-Mnie? Niby za co?- Burknąłem ostro.
Srebrnooka opadła na fotel opuszczając rękę z listem i przymknęła oczy ze zbolałą miną.
-Co było na tym zdjęciu?- Powtórzyła pytanie starając się uspokoić.
-Naprawdę nie wiem, na Miłosiernego Stwórcę- odparłem rozdrażniony.
-Przestań kłamać, Raf...
-Kiedy ja naprawdę nie mam pojęcia, o co ci chodzi! Nie wiem nic o żadnym zdjęciu, a już na pewno nie o jakimś konkursie, Victoria!.
-W porządku: łaskawie cię uświadomię- zerwała się z siedziska i pokazała mi ten list z przypiętą doń spinaczem fotografią, która przedstawiała naszą dwójkę w dość intymnej sytuacji. Wybałuszyłem oczy i długo gapiłem się na prostokącik przedstawiający mnie samego przytulającego siedzącą na łóżku przerażoną Vix, podpisany na odwrocie: Zawsze przy tobie. 
Gabriel, zwany Uczniakiem 
-Pierwszy raz widzę to na oczy- przyłożyłem mocniej ucho do drzwi pokoju Victorii i usłyszałem szept Pana Zarozumiałego. 
-Naprawdę?- Tym razem głos srebrnookiej złagodniał. 
-Oczywiście, że tak... Nigdy bym nawet nie pomyślał, żeby coś takiego zrobić- powiedział nadal szeptem, a ja zachichotałem cicho. 
Zapadła długa cisza. 
-Przepraszam cię- powiedziała w końcu cicho Vix. 
Cholera, powiedz wreszcie, czy wygraliście ten konkurs!- Pomyślałem z nerwowym wyczekiwaniem. 
-I co z tym konkursem?- Zapytał Rafael. 
Victoria, partnerka księdza Rafaela 
Objął mnie i lekko przycisnął do swojej piersi. W sutannie wyglądał jeszcze bardziej seksownie, niż normalnie. 
Przenikliwe, bladoniebieskie oczy świeciły lekko w półmroku, gdy przyglądał mi się z troską. 
-Urwę łeb temu, kto wykręcił nam ten numer- powiedział ten łagodny tembr, kołysząc mnie w ramionach. 
Rafael J. White 
Podniosłem jej twarz i popatrzyłem w te srebrne oczy, z przyzwyczajenia przesuwając palcami po szramie na skroni Victorii. 
Choć jeszcze chwilę temu się kłóciliśmy, bardzo pragnąłem ją teraz całować i dotykać. Pachniała morską bryzą i topionym woskiem. 
-To zdjęcie, ktokolwiek je zrobił zgarnęło pierwsze miejsce- odpowiedziala cicho na moje poprzednie pytanie.
Od drzwi usłyszałem szelest i dziwny, stłumiony odgłos, jakby ktoś próbował się nie zaśmiać, a potem pospieszne kroki.
Nie mogąc się powstrzymać pocałowałem ją mocno i namiętnie. Te oczy na chwilę rozszerzyło zdumienie i strach, ale kiedy chciałem się odsunąć i wypuścić ją z rąk... Przyciągnęła mnie i mocno wpiła się wargami w moje. Całowała coraz łapczywiej i goręcej, zahaczając ustami o szczękę i płatek ucha, drugą dłonią rozpinając mi sutannę.
Spiąłem się i chciałem się odsunąć.
-Chcę tylko popatrzeć- szepnęła cicho, kojąco. 
-Vix... Nie powinniśmy... Nie tutaj- odszepnąłem przestraszony.
-Wiem, ale to silniejsze ode mnie- wyznała z niespotykaną dotąd szczerością. 
Victoria, partnerka księdza Rafaela 
Raf nie odpowiedział. Nastrój nagle prysł, a ja odsunęłam się pozwalając mu zapiąć guziki.
-Właściwie dlaczego musimy się ukrywać, jakbyśmy byli...- zaczęłam niezadowolona.
-Zbrodniarzami- przytaknął ponuro.- Nie chciałbym, żeby przez to, że jestem księdzem, ktoś oskarżył cię, bo sprowadziłaś mnie na złą drogę- powiedział cicho i odwrócił wzrok.- Czasami wolałbym, żeby nas przyłapali- przyznał- i to nie dlatego, że czuję się winny, bo wcale się tak nie czuję. Po prostu chciałbym przestać robić tę całą, cholerną szopkę- Zniecierpliwił się.
Nie wiedziałam, co powiedzieć, więc kiwnęłam tylko głową na znak zrozumienia, bo czułam się dokładnie tak samo.  i lekko przycisnął do swojej piersi. W sutannie wyglądał jeszcze bardziej seksownie, niż normalnie. 
Przenikliwe, bladoniebieskie oczy świeciły lekko w półmroku, gdy przyglądał mi się z troską. 
-Urwę łeb temu, kto wykręcił nam ten numer- powiedział ten łagodny tembr, kołysząc mnie w ramionach. 
Rafael J. White 
Podniosłem jej twarz i popatrzyłem w te srebrne oczy, z przyzwyczajenia przesuwając palcami po szramie na skroni Victorii. 
Choć jeszcze chwilę temu się kłóciliśmy, bardzo pragnąłem ją teraz całować i dotykać. Pachniała morską bryzą i topionym woskiem. 
-To zdjęcie, ktokolwiek je zrobił zgarnęło pierwsze miejsce- odpowiedziala cicho na moje poprzednie pytanie.
Od drzwi usłyszałem szelest i dziwny, stłumiony odgłos, jakby ktoś próbował się nie zaśmiać, a potem pospieszne kroki.
Nie mogąc się powstrzymać pocałowałem ją mocno i namiętnie. Te oczy na chwilę rozszerzyło zdumienie i strach, ale kiedy chciałem się odsunąć i wypuścić ją z rąk... Przyciągnęła mnie i mocno wpiła się wargami w moje. Całowała coraz łapczywiej i goręcej, zahaczając ustami o szczękę i płatek ucha, drugą dłonią rozpinając mi sutannę.
Spiąłem się i chciałem się odsunąć.
-Chcę tylko popatrzeć- szepnęła cicho, kojąco. 
-Vix... Nie powinniśmy... Nie tutaj- odszepnąłem przestraszony.
-Wiem, ale to silniejsze ode mnie- wyznała z niespotykaną dotąd szczerością. 
Victoria, partnerka księdza Rafaela 
Raf nie odpowiedział. Nastrój nagle prysł, a ja odsunęłam się pozwalając mu zapiąć guziki.
-Właściwie dlaczego musimy się ukrywać, jakbyśmy byli...- zaczęłam niezadowolona.
-Zbrodniarzami- przytaknął ponuro.- Nie chciałbym, żeby przez to, że jestem księdzem, ktoś oskarżył cię, bo sprowadziłaś mnie na złą drogę- powiedział cicho i odwrócił wzrok.- Czasami wolałbym, żeby nas przyłapali- przyznał- i to nie dlatego, że czuję się winny, bo wcale się tak nie czuję. Po prostu chciałbym przestać robić tę całą, cholerną szopkę- Zniecierpliwił się.
Nie wiedziałam, co powiedzieć, więc kiwnęłam tylko głową na znak zrozumienia, bo czułam się dokładnie tak samo. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz