***
Chodziłam bez celu po mieście oglądając wszystko włącznie z płytami chodników. Byłam wściekła na Rafaela, bo sądziłam, że nie brał mnie na poważnie.
Mijając sklep, który wcześniej obserwowałam z okna zobaczyłam kilkudziesięciu mężczyzn i kilka kobiet, którzy siedząc w ogródku piwnym śmiali się, rozmawiając o czymś z ożywieniem, pijąc i paląc.
Niewiele pojmowałam z ich rozmowy, bo niezbyt znałam język.
-Na szczęście- rzucił wesoło jakiś facet, a jego słowom zawtórował stuk literatek i śmiech kompanów ze stolika.
Został szturchnięty przez jednego z brunetów, który pokazał na mnie, a wykałaczka, którą trzymał w ustach wypadła zza nich, gdy rozchylił wargi.
-Ja pierdolę, ale cudeńko!- Rzucił do swoich już lekko podpity, gdy mijałam ich idąc do sklepu. Zaraz rozległo się za mną chóralne wycie i kilka gwizdów.
Westchnęłam cicho wchodząc do środka.
Starsza kobieta w wieku koło czterdziestu pięciu lat zapytała mnie o coś.
-Eee, mmm...- wydukałam otwierając wyciągnięty z kieszeni notesik z kilkoma zdaniami i zaczęłam szukać, co powiedzieć. Tymczasem ekspedientka przyglądała mi się z wyraźnym zainteresowaniem.
-Piwo, proszżę- brzmiałam koszmarnie, ale kobieta chyba zrozumiała, o co mi chodzi.
Postawiła przede mną kilka butelek do wyboru. Obstawiłam pierwsze z brzegu i płacąc uśmiechnęłam się niepewnie do kobiety. Sięgnęłam po otwieracz do butelek i wyszedłszy ze sklepu przysiadłam przy ostatnim wolnym stoliku.
Pijąc piwo zastanawiałam się, czy nie zareagowałam zbyt gwałtownie, nazywając Rafa głupim. Niekiedy dostrzegałam zawieszające się na mnie ukradkowe spojrzenia i słyszałam ciche rozmowy mężczyzn, którzy byli obecni w zdecydowanej większości.
Trunek o lekkiej goryczce i delikatnym smaku karmelu powoli uspokajał moje nerwy i pozwalał mi w spokoju przemyśleć to, co stało się ledwie kilka godzin temu.
Rafael naprawdę był bardzo przystojnym mężczyzną. W cokolwiek się ubrał, zawsze wyglądał seksownie. Nawet, gdy nosił sutannę. Najbardziej podobały mi się te oczy w kolorze bladoniebieskim, przywodzące na myśl bezchmurne, letnie niebo. Zawsze jasne, szczere i pełne ciepła.
Drugie miejsce zajmowały wąskie i słodkie wargi, a na ostatnim miejscu podium były te silne ramiona dające poczucie bezpieczeństwa.
W pierwszej chwili nie zauważyłam mówiącego coś do mnie faceta, który się do mnie przysiadł. Dyskretnie zajrzałam pod stolik do notesu i odparłam przepraszająco:
-Nie mówię za duże po waszem- totalna masakra, bo młodzieniec uniósł brwi.
-Nauczysz się, już jest nieźle- pocieszył mnie(?).
W tym momencie przemknęła mi jedną kusząca myśl: czy Raf byłby zazdrosny, gdyby chłopak mnie odprowadził?
-Naprawdę?- Zdziwiłam się.
Kiwnął głową z uśmiechem. Rozejrzałam się po stolikach.
-Świętują cośź?- Niepewnie podjęłam dalej rozmowę.
-Już drugi miesiąc... Padł komunizm, więc mamy powód- uśmiechnął się lekko.- Z daleka jesteś?
-Italia- powiedziałam niepewnie, a on gwizdnął z podziwem przez zęby.
-Włochy. Daleko- skomentował wesoło przyglądając mi się zaciekawiony. Spojrzałam nań czując się trochę skonsternowana.
-Przepraszam, jesteś dość ładna i trochę inna od naszych dziewczyn- odparł zmieszany i wbił wzrok w trzymaną przez siebie butelkę z napisem "Wino".- Sławek- rzucił po chwili wyciągając do mnie rękę.
-Victoria- odpowiedziałam odwzajemniając gest. Chłopak ujął moją dłoń i ucałował ją lekko.
Zaczęliśmy rozmawiać o wszystkim i niczym, i że zdziwieniem stwierdziłam; że ich język nie jest tak trudny, jak myślałam.
Zaczęło mnie nurtować to idiotyczne zachowanie facetów, którzy siedząc kilka stolików dalej przy wejściu, zaczęli gwizdać i wyć za mną.
-Nie rozumiem, o co im chodziło- zauważyłam obserwując rzeczoną kompanię raczącą się przezroczystym trunkiem pitym z literatek. Obok butelki stał słoik ogórków w jakiejś zalewie.
-Zrobili ci coś?- Kiedy zaprzeczyłam ruchem głowy zapytał- więc co jest?
-Oni... Jak mnie zobaczyli to jakby zamienili się w małpy.. Bo wyli i gwizdali- odpowiedziałam kalecząc słowa.
Roześmiał się wesoło.
-U nas to norma. Widzisz, jak faceci zobaczą ładną dziewczynę to im odbija. Te gwizdy i wycie są u nas stwierdzeniem: niezła sztuka- wyjaśnił widząc moją minę.
Drugie miejsce zajmowały wąskie i słodkie wargi, a na ostatnim miejscu podium były te silne ramiona dające poczucie bezpieczeństwa.
W pierwszej chwili nie zauważyłam mówiącego coś do mnie faceta, który się do mnie przysiadł. Dyskretnie zajrzałam pod stolik do notesu i odparłam przepraszająco:
-Nie mówię za duże po waszem- totalna masakra, bo młodzieniec uniósł brwi.
-Nauczysz się, już jest nieźle- pocieszył mnie(?).
W tym momencie przemknęła mi jedną kusząca myśl: czy Raf byłby zazdrosny, gdyby chłopak mnie odprowadził?
-Naprawdę?- Zdziwiłam się.
Kiwnął głową z uśmiechem. Rozejrzałam się po stolikach.
-Świętują cośź?- Niepewnie podjęłam dalej rozmowę.
-Już drugi miesiąc... Padł komunizm, więc mamy powód- uśmiechnął się lekko.- Z daleka jesteś?
-Italia- powiedziałam niepewnie, a on gwizdnął z podziwem przez zęby.
-Włochy. Daleko- skomentował wesoło przyglądając mi się zaciekawiony. Spojrzałam nań czując się trochę skonsternowana.
-Przepraszam, jesteś dość ładna i trochę inna od naszych dziewczyn- odparł zmieszany i wbił wzrok w trzymaną przez siebie butelkę z napisem "Wino".- Sławek- rzucił po chwili wyciągając do mnie rękę.
-Victoria- odpowiedziałam odwzajemniając gest. Chłopak ujął moją dłoń i ucałował ją lekko.
Zaczęliśmy rozmawiać o wszystkim i niczym, i że zdziwieniem stwierdziłam; że ich język nie jest tak trudny, jak myślałam.
Zaczęło mnie nurtować to idiotyczne zachowanie facetów, którzy siedząc kilka stolików dalej przy wejściu, zaczęli gwizdać i wyć za mną.
-Nie rozumiem, o co im chodziło- zauważyłam obserwując rzeczoną kompanię raczącą się przezroczystym trunkiem pitym z literatek. Obok butelki stał słoik ogórków w jakiejś zalewie.
-Zrobili ci coś?- Kiedy zaprzeczyłam ruchem głowy zapytał- więc co jest?
-Oni... Jak mnie zobaczyli to jakby zamienili się w małpy.. Bo wyli i gwizdali- odpowiedziałam kalecząc słowa.
Roześmiał się wesoło.
-U nas to norma. Widzisz, jak faceci zobaczą ładną dziewczynę to im odbija. Te gwizdy i wycie są u nas stwierdzeniem: niezła sztuka- wyjaśnił widząc moją minę.
***
Rafael J. White
Zanim Vix wróciła myślałem, że zwariuję z niepokoju. Otworzyłem drzwi, a towarzyszący jej młodzieniec mniej więcej w wieku Gabriela spojrzał na mnie z dziwnym wyrazem twarzy.
-To twój chłopak?- Zapytał Victorii.
-Nie jesteśmy w związku- odparłem zaskoczony, jednocześnie marząc o tym, żeby przestał się wreszcie na nią patrzeć. Poczułem palącą mnie od środka zazdrość..
-No, to... Na razie- skinął mi głową na pożegnanie i zniknął na schodach.
Victoria jakby nic się nie stało weszła do mieszkania i zaczęła zdejmować płaszcz i szal. Powoli sięgnęła do czapki, gdy złapałem ją za drugą rękę i odwróciłem ją ku sobie pytając:
-Kto to był?- Z trudem utrzymując pokerową twarz i spokojny ton, spojrzałem w te srebrne oczy.
-Spotkaliśmy się na piwie- odparła zwyczajnie, patrząc mi w oczy.
Puściłem jej dłoń i wróciłem spowrotem do kuchni.
Nakrywając do stołu próbowałem się wyciszyć. Jej widok z tym obcym mężczyzną sprawiał, że moje serce dygotało z zazdrości i gniewu. W pewnej chwili miałem ochotę mu przyłożyć...
Może rzeczywiście jestem głupi, a Vix wcale nic do mnie nie czuje?
Sam już nie wiedziałem, co o tym wszystkim myśleć. Czy moja chwila słabości była tego wszystkiego warta?
-Raf, wszystko gra?- Zapytała nieświadoma mojej wewnętrznej rozterki.
-Rafael, co się z tobą dzieje?- Z trudem powstrzymałam go od wyjścia z kuchni.
Oddychał głęboko, jakby był rozgniewany. Wpatrzony w mój płaszcz. W lustrze w przedpokoju odbijała się jego blada twarz. Oczy pociemniały, a szczęka to zaciskała się, to rozluźniała. Był bardzo blady i miał ściągnięte brwi. Milczał, jakby bał się, że wybuchnie, jak wulkan.
-Rafael- zaczęłam cicho i wyjątkowo niepewnie.
-Czego ty właściwie ode mnie chcesz??- Zapytał próbując ukryć zdenerwowanie, ale lustrzane odbicie jego twarzy pełne było sprzecznych emocji, których nie umiałam nawet nazwać.
-To twój chłopak?- Zapytał Victorii.
-Nie jesteśmy w związku- odparłem zaskoczony, jednocześnie marząc o tym, żeby przestał się wreszcie na nią patrzeć. Poczułem palącą mnie od środka zazdrość..
-No, to... Na razie- skinął mi głową na pożegnanie i zniknął na schodach.
Victoria jakby nic się nie stało weszła do mieszkania i zaczęła zdejmować płaszcz i szal. Powoli sięgnęła do czapki, gdy złapałem ją za drugą rękę i odwróciłem ją ku sobie pytając:
-Kto to był?- Z trudem utrzymując pokerową twarz i spokojny ton, spojrzałem w te srebrne oczy.
-Spotkaliśmy się na piwie- odparła zwyczajnie, patrząc mi w oczy.
Puściłem jej dłoń i wróciłem spowrotem do kuchni.
Nakrywając do stołu próbowałem się wyciszyć. Jej widok z tym obcym mężczyzną sprawiał, że moje serce dygotało z zazdrości i gniewu. W pewnej chwili miałem ochotę mu przyłożyć...
Może rzeczywiście jestem głupi, a Vix wcale nic do mnie nie czuje?
Sam już nie wiedziałem, co o tym wszystkim myśleć. Czy moja chwila słabości była tego wszystkiego warta?
-Raf, wszystko gra?- Zapytała nieświadoma mojej wewnętrznej rozterki.
Victoria, partnerka księdza Rafaela
-Odczep się- odparł szorstko, chcąc odejść.-Rafael, co się z tobą dzieje?- Z trudem powstrzymałam go od wyjścia z kuchni.
Oddychał głęboko, jakby był rozgniewany. Wpatrzony w mój płaszcz. W lustrze w przedpokoju odbijała się jego blada twarz. Oczy pociemniały, a szczęka to zaciskała się, to rozluźniała. Był bardzo blady i miał ściągnięte brwi. Milczał, jakby bał się, że wybuchnie, jak wulkan.
-Rafael- zaczęłam cicho i wyjątkowo niepewnie.
-Czego ty właściwie ode mnie chcesz??- Zapytał próbując ukryć zdenerwowanie, ale lustrzane odbicie jego twarzy pełne było sprzecznych emocji, których nie umiałam nawet nazwać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz