czwartek, 12 grudnia 2019

Watashi no Akuma Rozdział XIV: Kawałki utraconych wspomnień..

Patrzyłam nań poruszając ustami jak ryba wyłowiona z wody.
-O co ci chodzi?- Zapytałam oszołomiona jego ostrą reakcją.
Rafael milczał wpatrując się w lustro. Zgarbił ramiona tak, że koszulka na jego ciele uwydatniła wszystkie mięśnie. Wyglądał na bardzo...
Smutnego.?
-Jesteś o mnie zazdrosny?- Zapytałam cicho, po jakiejś chwili. To pytanie samo wyrwało się na wolność i nie sposób było już tego cofnąć.
Rafael J. White
Drgnąłem szybko i z trudem powstrzymałem się od odpowiedzi.
Powinna się sama domyślić- pomyślałem ze złością.
Zapadła nieznośna cisza. Kolacja stygła, ale już wcale nie miałem na nią ochoty. Czułem się, jak śmieć; bo myślałem, że...
Dość.
Wyszedłem z kuchni i wchodząc do swojej sypialni trzasnąłem drzwiami z hukiem.
Zacząłem chodzić w tę i spowrotem po pokoju próbując stłumić złość, żal i poczucie krzywdy, ale nie mogłem.
Diabełek na lewym ramieniu zaczął mnie kusić, a moja własna złość i urażona męska duma podjudzały owego diabełka podpowiadającego mi obłudnie, że...
Powinienem się na niej odegrać.
Victoria, partnerka księdza Rafaela 
Padłam ze zmęczeniem na jedno z krzeseł i oparłam ręce na blacie kwadratowego stołu. 
Rafael od kiedy go znam nigdy się tak nie zachowywał. I ten wyraz twarzy, gdy ten nowopoznany przeze mnie chłopak odprowadził mnie pod same drzwi. Nawet na Gabriela nie patrzył w ten sposób po tamtym incydencie. 
Zupełnie, jakby obecność Sławka strasznie mu przeszkadzała... Mimo, że nic między nami nie zaszło, Rafael miał minę podobną do pełnego groźby ostrzeżenia, jakby chciał powiedzieć: skrzywdź ją, a będziesz miał ze mną do czynienia. 
***
Poranek następnego dnia. 
-Jak natrętna mucha- mruknął Raf do swoich myśli, przygotowując śniadanie. 
-Cześć- powiedziałam nieśmiało, bojąc się, że na mnie na wrzeszczy. 
Zignorował mnie, ale spodziewałam się tego. Rozumiałam jego złość na mnie. Z ciężkim westchnieniem usiadłam przy stole i pogrążyłam się w myślach. 
Na stole wylądował talerz kanapek i kawa oraz wzorzyste talerzyki. Prawie tego nie zauważyłam odtwarzając wydarzenia fatalnego w skutkach zeszłego popołudnia. 

Rafael ewidentnie był na mnie obrażony. Przez całe śniadanie nie odezwał się ani słowem. Jedząc kanapkę z serem i plasterkiem gotowanego jajka czytał jakąś książkę w ciemnej oprawie, udając, że ani trochę go nie obchodzę. Sama starałam się cierpliwie to znosić. 
Jedzenie ledwo przechodziło mi przez gardło. Nawet kawa, choć bardzo dobra, nie smakowała tak, jak zawsze. Wszystko było gorzkie, jakby coś się zmieniło. 
-Rafael- po kwadransie podjęłam drugą próbę porozmawiania z nim. 
Zamknął z głuchym trzaskiem tom i spojrzał na mnie tak samo strasznie, jak wczoraj; więc zamilkłam odwracając wzrok i znów upiłam łyk czarnego napoju. Było mi smutno i czułam się winna tego stanu rzeczy. Zastanawiałam się, z jakiego powodu Raf zareagował tak, a nie inaczej. 
Wtedy przed oczami znów zobaczyłam ten dziwny budynek z mojej ostatniej wizji. Tym razem brama "zamku" była uchylona jakby zapraszając mnie do środka. 
Rafael J. White
Chleb z pacnięciem wylądował na talerzyku, a Victoria z głową opartą na ręku... 
Zasnęła..?
Obserwowałem ją zaniepokojony- mimo mojej złości, nadal nie przestałem dbać i martwić się o nią.
Zasnęła z otwartymi oczami..?
Pomachałem jej dłonią przed nosem. Zero reakcji. Te srebrne oczy były szeroko otwarte i zupełnie nieruchome, jakby stanęły w słup..
Niepokój sprawił, że zacząłem dławić się powietrzem. To prawda: byłem na nią wkurzony, ale- Boże Miłosierny!- nie mogłem jej teraz stracić...


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz