Gabriel zwany Uczniakiem
Rafael...
Będziemy Ją chronić przed wszystkim.
Razem, choć to z pozoru niemożliwe.
Dzięki, że dziś Ją chroniłeś...
-Widziałem cię- mruknąłem kolejny raz odbezpieczając klamkę. Zdążyłem się skryć za węgłem budynku.
Carabinieri. Szukali Hydr. Mógłbym powiedzieć nas- ale nie byłem już jednym z nich. Robiłem to wszystko tylko dla Vix.
-Kim jest ta twoja, słodka Vix?- Zapytał tuż obok mnie głos.
Vlad. Nie straciłem zimnej krwi odpowiadając:
-To moja siostra.
-Łżesz. Masz trzech braci- zarechotał paskudnie.
-W porządku, powiem prawdę: to moja córka- w tym momencie spojrzałem mu w oczy wyjątkowo spokojnie.
-Jasne, córka... Znowu kłamiesz- odparł pewnym siebie tonem.
-Nie każdy musi wiedzieć o moim prywatnym życiu. A propos: skoro już o tym mowa: powinienem cię zabić, bo za dużo o mnie wiesz- zdołałem skopiować jego uśmieszek unosząc lekko lewy kącik ust.
Roześmiał się.
-Spróbuj, jeśli wiesz jak- zauważył odchodząc.
-Kiedyś się zdziwisz- rzuciłem za nim z fajką w zębach, przeciągając zapałką po drasce. Przytknąłem płonące drewno do papierosa i zaciągnąłem się lekko.
Ukryłem broń w kaburze i ruszyłem spokojnym, acz szybkim krokiem ulicą.
-Niech was wszystkich szlag! Co za durnie! Nie potraficie rozpoznać i znaleźć jakiejś głupiej dziewuchy- Dieter był dziś wyjątkowo nie w sosie, a ja walnie się do tego przyczyniłem.
-Poprawka, Dieter. Ci za mną to idioci; ja nie mam z tym nic wspólnego- zauważyłem obojętnie, nadal paląc szluga.
-Rany... Nawet nazwanie ich idiotami to komplement- z ciężkim westchnieniem podparł czoło na dłoni.- Jezu... Że mój poprzednik z wami wyrobił...- Jęknął z zawodem.
Taaa. Leah miała gdzieś wszystko, co nie było na jej korzyść.
A resztę miała jeszcze głębiej.
Dalej wraz z innymi wysłuchiwałem jego tyrady.
-Damon.
Ocknąłem się z zadumy i spojrzałem na obecnego Węża, rzucając krótko:
-Słucham.
-Weź się wreszcie za tych debili. Naucz ich czegokolwiek- stwierdził z niezadowoleniem.
-Jasne- odparłem z lekkim ukłonem, odwracając się do odejścia.
-Damon, jeszcze jedno- rzucił Dieter.
-O co chodzi?
-Giorgio jest niepotrzebny- prawie uśmiechnąłem się na myśl zlikwidowania "hiszpańskiej kurewki"; ale w porę wziąłem się w garść.
-Czemu aż tak Giorgio wszystkim przeszkadza?- Odwróciłem się spowrotem do Węża, znów przybierając kamienny wyraz twarzy.
-Och, Damon. Przecież wiesz- zauważył z kieliszkiem jednego z najdroższych win w palcach. Spoważniał nagle.- Po prostu mnie drażni. Nie lubię lizusów.
Serio? Nie lubisz? Jakoś większość tutaj nieźle wchodzi ci w dupę- pomyślałem pod jego adresem.
-Słyszałem, Damon- stwierdził, a reszta spojrzała po nas zaskoczona.
-Przepraszam. Oczywiście, że zajmę się tymi głąbami i tą hiszpańską kurewką- nie zamierzałem tego zrobić, bo Giorgio mógł być mi jeszcze do czegoś potrzebny.
Giorgio mógł mi się kurewsko przydać...
-Hej! Hiszpańska kurewko, mam sprawę!- Zawołałem za Giorgio, upijając prosto z flaszki łyk absyntu.
Automatycznie zablokowałem cios i powaliłem go na podłogę.
-Zanim mi się odszczekniesz, chodź na drinka. Dziś stawiam- oznajmiłem krótko.
-Co to za święto!? Przecież od lat jesteśmy największymi wrogami- Giorgio spojrzał na mnie nieufnie.
-Dowiesz się w barze- warknąłem półgębkiem.
***
Whisper of the Devil, kwadrans po północy.
-Zadupie. Wolałbym "Esposito".
-W "Esposito" siedzi reszta. To byłoby uciążliwe dla naszej rozmowy- uciąłem siadając przy wolnym stoliku.- Absynt i coś dla kolegi- rzuciłem do kelnerki.
-Whisky z lodem- rzucił obojętnie.- Czego chcesz?- Zapytał, gdy ruda odeszła.
Rozejrzałem się, czy nikt nas nie podsłuchuje i przywołałem go lekkim gestem.
-Dieter kazał mi się ciebie pozbyć- oznajmiłem, gdy się zbliżył.
Przez ogorzałą iberyjską twarz przemknął lekki uśmieszek.
-Niby dlaczego tego nie zrobisz; skoro aż tak bardzo mnie nie znosisz?- Spytał lekko.
-Panowie, zamówienie- Ruda wróciła z trunkami.
Odsunąłem się buchając śmiechem.
-Oj, G, G, G... Jesteś głupi, czy tylko udajesz?- Zarechotałem wesoło.
-Po prostu ci nie ufam- zauważył Giorgio świdrując mnie poważnym spojrzeniem.
Rzuciłem na stół jedną rzecz.
Przypinkę Egzekutora- Hydrę w koronie obejmującej wszystkie trzy łby, przyozdobionej pośrodku jego ulubionym kamieniem: ciemnoniebieskim akwamarynem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz