poniedziałek, 9 grudnia 2019

Watashi no Akuma Rozdział XIV: Kawałki utraconych wspomnień..

Victoria, partnerka księdza Rafaela
Skądś znałam tego człowieka... 
Zaczęłam się usilnie zastanawiać, gdzie i kiedy mogłam go spotkać i nagle...
Przed oczami stanął mi piękny, choć ponury budynek wyglądający jak stary zamek. Ogromny, ze strzelistymi oknami i z wieżyczkami. Zbudowany z czarnego kamienia. Z wielką drewnianą bramą wiodącą do środka.
Poczułam objęcie Rafaela, który chciał mnie powstrzymać od podejścia do nieznanego znajomego.
-Trzęsiesz się- powiedział łagodny tembr, a szerokie ramię objęło mnie mocniej. Staliśmy w pierwszym rzędzie ciasnej grupy osób.
Wtedy czarnowłosy o ciemnoniebieskich oczach patrząc mi w oczy powiedział coś w tym dziwnym języku, którym mówił też mężczyzna z moich snów i, który dziwnym trafem znałam i rozumiałam.
-Niedługo wrócisz do domu, Księżniczko- oznajmił z lekkim uśmiechem.
Zaraz oberwał od policjanta pałką i zwrócił nań spojrzenie pełne nienawiści i pogardy. Zza warg błysnęły lekko wydłużone kły, jakby był...
Idącym ścieżką Nocy.
Rafael wyszedł za kordon służb i zaraz podbiegł do niego policjant.
-Jestem księdzem- oznajmił cicho Raf, a mundurowy odpowiedział mu coś poirytowanym tonem. Z kolei Raf w odpowiedzi wzruszył ramionami.
Nie czułam się bezpiecznie wśród ludzi, kiedy nie było go tuż obok, dlatego wyszłam z tłumu gapiów i...
Rafael J. White
I to był jej błąd. 
Czarnowłosy jednym ruchem rozerwał łańcuszek kajdanek i walnął zaskoczonego strażnika w nos. 
Zaraz zapanował chaos. Inny wyciągnął broń i został zaatakowany przez innego z więźniów. 
Rozległy się strzały i krzyki. 
-Kryć się!- Sam pociągnąłem za sobą Vix i wchodząc dokądś szybko zamknąłem drzwi, pozostawiając maleńką szparę, by widzieć, co się dzieje. 
-Nikogo nie brać żywcem- usłyszałem bardzo znany mi ostry i zachrypły głos, któremu zawtórował strzał do leżącego na peronie policjanta. 
Gabriel... Ty skurwiały zdrajco.. 
-Damon, podobno tylko ty widziałeś tę dziewczynę na żywo- zauważył inny męski głos. 
-Widziałem, czy nie; co za różnica- odburknął zielonooki z papierosem w ustach. 
-Bo, jeśli przyprowadzimy nie tą, łby nam pourywa- prychnęła poirytowana kobieta o orzechowych tęczówkach. 
Gabriel rozejrzał się a na jego twarzy zajaśniał tryumfalny uśmieszek. 
-Przyprowadzimy tą, nie martw się- szedł w naszą stronę. Cofnąłem się i wepchnąłem Victorię w najciemniejszy kąt pomieszczenia, kładąc palec na ustach w wymownym geście. 
Srebrne oczy zapłonęły nieskrywanym przerażeniem. 
Gabriel sprawdzał wszystkie pomieszczenia. 
-Nie powinieneś chodzić sam, Damon- to był ten Nocny, który narobił tego całego szumu. 
Gabriel, nazywany przez nich Damonem szybkim ruchem otworzył kolejne drzwi i wszedł do środka. Tamten bez słowa skierował się za blondynem.
Wlazłem na jakąś skrzynię lub coś podobnego i przykleiłem nos do małego okienka, z którego świetnie było widać poczynania Gabriela.
-Chyba nas właśnie wystawiłeś, Damon. Nigdzie nie ma tej dziewczyny- Gabriel w milczeniu z bronią w ręku zajrzał pod stół, a jego druga ręka sięgnęła po coś do buta...
Wstając wyciągnął przedmiot i ukrył go w rękawie płaszcza.
-Nie miałbym w tym żadnego interesu- odezwał się po dłuższej chwili Gabriel.- Poza tym, dziewczyna gdzieś tu jest.. Pewnie razem z klechą, na którego powinieneś...- z rękawa Gabriela wyskoczył srebrny kołek, który z miejsca wbił się w pierś czarnowłosego.
Gabriel szybko go ukrył i oddał kilkanaście strzałów. Zaraz pojawiło się kilka Hydr.
-Zwiali.!- Warknął Gabriel perfekcyjnie udając rozdrażnienie.- Jesteście do niczego.. Rany, znowu za was beknę; czego stoicie?! Szukać obojga!- Warknął rozzłoszczony.
Oddział Hydry pośpiesznie opuścił pomieszczenie, Gabriel odetchnął i po chwili wyszedł zostawiając zwłoki Nocnego.
Wtedy dostrzegł mój cień i spojrzał w górę. Zdążyłem się ukryć, ale on i tak wiedział, gdzie jesteśmy...
Pierwszy raz w życiu poczułem strach. Gabriel robił wszystko na odwrót, jakby chciał żebym za wszelką cenę wierzył, że chciał nas oszukać. Jednakże zabicie wampira niezbyt zgadzało się ze schematem.
Czyżby wiedział, że go obserwuję i dawał mi dyskretne znaki..?
-Pieprzenie- mruknąłem cicho i znów zacząłem obserwować stację kolejową.
Victoria szlochała bezgłośnie skulona między ścianą i stołem...
-Chodź- objąłem ją i przytuliłem mocno.
Victoria partnerka księdza Rafaela
Gabriel...! 
Jak można być tak podłym człowiekiem??. 
Myślałam, że... 
Nie mogło pomieścić mi się to w głowie.
***
W pociągu. Padłam na fotel i przymknęłam oczy.
Czy Gabriel naprawdę byłby zdolny do takich okropieństw? W imię czego ryzykował, że mógłby zostać schwytany przez policję?? Dlaczego wrócił do Hydr i co chciał przez to osiągnąć??
Rafael J. White
Obiecaj, że cokolwiek zrobię, nigdy we mnie nie zwątpisz, Nauczycielko- usłyszałem głos Gabriela.
Czyżby on robił to dla Vix?? Czy naprawdę poświęcał się tylko dla jej bezpieczeństwa??
Wiedziałem, że dla niego było to niewyobrażalne ryzyko, które mogłoby zaważyć na jego dalszym życiu.
Podczas pewnej naszej rozmowy powiedział mi, kim był i co robił, i gdyby to się wydało... Jeśli policjanci by go zatrzymali...
-Niech cię diabli..!- Kopnąłem mocno w puste siedzenie, a Vix z zaskoczeniem podniosła głowę i otworzyła szeroko oczy.- Jesteś albo pieprzonym geniuszem, albo totalnym kutafonem... 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz