wtorek, 3 grudnia 2019

Watashi no Akuma Rozdział XIII: Król kłamców i zdrajców...

Wszedłem do swojego pokoju w kwaterze Hydry. Wyglądał po staremu, jakby nikt od siedmiu lat tu nie nocował, oprócz tego, że stare i bogato zdobione meble lśniły czystością nic nie zmieniło swojego położenia.
Torbę z ubraniami i plecak położyłem pod ścianą i zdejmując płaszcz rzuciłem go niedbale na okrągły stolik.
Mimo, że minęło ledwie kilkanaście godzin bardzo tęskniłem za Victorią, ale wiedziałem, że nie mogę poddać się uczuciom, bo każdy z Hydr od Kate, poprzez Giorgio, do Dietera może obrócić je przeciwko mnie...
Zamierzałem się dowiedzieć, co łączy tego tajemniczego mężczyznę z Hydrą i kim on w ogóle jest.
***
Victoria, partnerka księdza Rafaela
W zaciszu kaplicy czekałam na mojego spowiednika i przygotowywałam się do spowiedzi. 
Wiedziałam, że nie powinnam niczego ukrywać przed Bogiem, ale obiecałam Rafaelowi, a on był nawet ważniejszy niż sam Bóg. Oczywiście, wiem; że to bluźnierstwo, ale czy.. 
-Czy Jesteś aż tak złośliwy w Swojej Woli, by doświadczać nas tak ciężką próbą?- Zapytałam cicho i niepewnie. 
-To bluźnierstwo, Victoria- odezwał się tuż za mną kardynał Lombardi. 
-Wiem, przepraszam Ekscelencjo- powiedziałam cicho. 
-Nie przepraszaj, bo każdy grzeszy. Tylko Bóg jest nieomylny. 
-Nawet ksiądz kardynał?- Zapytałam żegnając się pobożnie. 
-Jestem tylko człowiekiem, Victorio- odpowiedział wymownie. 
Człowiekiem... Ja przez te wszystkie koszmary sama nie wiedziałam, kim jestem i jak wiele jeszcze o sobie nie wiem... 
-Rozumiem- westchnęłam cicho rozglądając się po ołtarzu moje myśli zniosło tęsknie w stronę Gabriela.
Minął już prawie miesiąc odkąd wyszedł pewnej nocy i już nie wrócił. Nawet biskupi i kardynałowie nie wiedzieli, gdzie przebywa blondyn. Martwiłam się bardzo i żałowałam tego, że nazwałam go tak okropnie, bo wierzyłam, że wcale nie chciał zrobić mi krzywdy...
Westchnęłam głęboko i podchodząc do konfesjonału klęknęłam i przysuwając twarz do ozdobnej kraty szepnęłam:
-Przebacz mi Ojcze, bo zgrzeszyłam przeciw niebiosom i Tobie...- serce waliło mi jak oszalałe.- Ostatnio spowiadałam się trzy i pół miesiąca temu. Pokutę wypełniłam, grzechu nie zataiłam- przez chwilę zastanawiałam się od czego zacząć.- Byłam próżna.. Chciałam zwrócić na siebie uwagę i prawie doszłoby do czegoś okropnego, bo.. Pozwoliłam Gabrielowi na zbyt wiele i..
-Co znaczy to "zbyt wiele"?- Zapytał kapłan.
-On próbował się do mnie dobierać, a ja... Wydaje mi się, że podkusiłam go swoim wyglądem. Nie ubierałam się wyzywająco, ale zaczęłam zwracać przesadną uwagę na wygląd.
-Nic z tego nie rozumiem. Dbanie o siebie to jeszcze nie grzech- zauważył ksiądz.
-A podkreślanie piękna w pełnym księży Watykanie, tak żeby się gapili?- Zaczęłam oburzona na samą siebie.
-To już bardziej- przyznał.
-Powracając jeszcze do tematu Gabriela- urwałam na kilka minut, po których podjęłam- zauważyłam wtedy, że ta jego brutalność zamiast mi się nie podobać; nawet mnie podniecała- poczułam nagłe ciepło na policzkach i utkwiłam wzrok w desce, na której klęczałam.
Czułam się z tym okropnie, bo nie wiedziałam, którego z nich bardziej kocham. Poważnego i nieprzewidywalnego, a przy tym seksownego w swoim odważnym stylu Gabriela; czy może opiekuńczego, choć niepokornego, związanego Prawem Kanonicznym i boskim obowiązkiem, a także czułego i słodko niewinnego Rafaela?
Zdawało mi się, jakbym czasami stała pomiędzy mrokiem oferowanym mi przez Gabriela, jakby był niezwykle seksownym w swojej brutalności i nieugiętej postawie demonem; a delikatnym i ciepłym światłem, które proponował poznaczony bliznami, barczysty; a także niezwykle czuły i zniewalający swoim anielskim urokiem Rafael.. Byłoby mi okropnie trudno wybierać pomiędzy nimi, bo obaj byli...
-Jakby żywcem wyjęci ze stron Playboya- wyszeptałam z rozmarzeniem. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz