Gabriel, zwany Uczniakiem
Kwatera Hydry, popołudnie tego samego dnia...
-Wąż. Gdzie?- Zapytałem krótko jednego z niżej postawionych członków.
-Nie ma. Nie żyje- odezwał się tuż za mną Giorgio.
-Jak to nie żyje? Seamus przyniósł mi wiadomość- odpowiedziałem chłodno.
-Jaką wiadomość?- Kiedy pytanie przebrzmiało, sięgnąłem do wewnętrznej kieszeni po kameę z ukrytą w niej kartą SD i podałem mu ją.
-W środku...- Giorgio otworzył i w tym samym momencie...
Musiał odrzucić wisior, bo z zawieszki zaczęło się coś lać...
-Co u...?- Zacząłem zaskoczony.
-Chciałeś mnie zabić, Borgia!- Zarzucił mi wściekłym tonem.
-Odbiło ci? Ja otworzyłem ją normalnie i nic mi się nie stało- warknąłem.
Przyklęknąłem przy pozostałościach wisiora i obejrzałem go. Większość owalnej zawieszki stopiła się pod wpływem działania jakiejś żrącej substancji. Styki przenośnej pamięci były nie do uratowania.
W pewnym sensie było mi to na rękę, bo już nikt się nie dowie, co zaszło tamtej nocy; a to dawało mi pole do popisu.
-Otworzyłem ją tak jak ty. I nic mi się nie stało.. Jakim cudem ty...?? Do diabła!- Wstając zachwiałem się i oparłem o najbliższą framugę drzwi rżąc, jak kretyn.- Widać, że nikt ci nie ufa, przydupasie!- Zarechotałem wesoło.
-ZABIJĘ CIĘ, TY ZDRADZIECKI ŚMIECIU!- Przez tyle lat dobrze wiedziałem, jak sprowokować Giorgio. On, w przeciwieństwie do mnie, nie miał wygórowanych wymagań co do tego, kogo zabić: zabijał każdego, jak leci i nie potrafił grać kogoś, kim nie jest, co w naszej robocie było kardynalnym błędem.
-Tylko spróbuj, G- rzuciłem pieszczotliwie zapalając papierosa.
-O, Borgia. Dobrze, że jeszcze żyjesz; Wąż chce cię widzieć- oznajmiła blondi o ciemnych oczach i słodkim imieniu: Kate.
-Oczywiście. Już idę- rzuciłem spokojnie.- A z tobą się jeszcze pobawię, Giorgio- patrząc nań przez ramię zaciągnąłem się dymem i poprawiając grzywkę prychnąłem śmiechem.
-Wąż. Gdzie?- Zapytałem krótko jednego z niżej postawionych członków.
-Nie ma. Nie żyje- odezwał się tuż za mną Giorgio.
-Jak to nie żyje? Seamus przyniósł mi wiadomość- odpowiedziałem chłodno.
-Jaką wiadomość?- Kiedy pytanie przebrzmiało, sięgnąłem do wewnętrznej kieszeni po kameę z ukrytą w niej kartą SD i podałem mu ją.
-W środku...- Giorgio otworzył i w tym samym momencie...
Musiał odrzucić wisior, bo z zawieszki zaczęło się coś lać...
-Co u...?- Zacząłem zaskoczony.
-Chciałeś mnie zabić, Borgia!- Zarzucił mi wściekłym tonem.
-Odbiło ci? Ja otworzyłem ją normalnie i nic mi się nie stało- warknąłem.
Przyklęknąłem przy pozostałościach wisiora i obejrzałem go. Większość owalnej zawieszki stopiła się pod wpływem działania jakiejś żrącej substancji. Styki przenośnej pamięci były nie do uratowania.
W pewnym sensie było mi to na rękę, bo już nikt się nie dowie, co zaszło tamtej nocy; a to dawało mi pole do popisu.
-Otworzyłem ją tak jak ty. I nic mi się nie stało.. Jakim cudem ty...?? Do diabła!- Wstając zachwiałem się i oparłem o najbliższą framugę drzwi rżąc, jak kretyn.- Widać, że nikt ci nie ufa, przydupasie!- Zarechotałem wesoło.
-ZABIJĘ CIĘ, TY ZDRADZIECKI ŚMIECIU!- Przez tyle lat dobrze wiedziałem, jak sprowokować Giorgio. On, w przeciwieństwie do mnie, nie miał wygórowanych wymagań co do tego, kogo zabić: zabijał każdego, jak leci i nie potrafił grać kogoś, kim nie jest, co w naszej robocie było kardynalnym błędem.
-Tylko spróbuj, G- rzuciłem pieszczotliwie zapalając papierosa.
-O, Borgia. Dobrze, że jeszcze żyjesz; Wąż chce cię widzieć- oznajmiła blondi o ciemnych oczach i słodkim imieniu: Kate.
-Oczywiście. Już idę- rzuciłem spokojnie.- A z tobą się jeszcze pobawię, Giorgio- patrząc nań przez ramię zaciągnąłem się dymem i poprawiając grzywkę prychnąłem śmiechem.
***
-Nie musisz klęknąć, mnie i tak wszystko jedno- zauważył męski głos z niemieckim akcentem.
-Czyli jednak. Trzeci Łeb stał się Wężem- uśmiechnąłem się pod nosem.- Gratuluję, Dieter.
-Gabriel Damon jak zwykle żartobliwy- zauważył z tą swoją niechęcią wobec zdrajców.
-Tylko my dwaj wiemy, kim był twój poprzednik- oznajmiłem. Zdążyłem się cofnąć i wyciągnąć zza pazuchy różaniec. Cofnął się gwałtownie z sykiem i wyrazem głębokiej nienawiści w oczach.- Chcesz, żeby reszta dowiedziała się, jak można cię zabić?
-Tylko spróbuj!- Warknął zimno.
-Zawrzyjmy układ- uśmiechnąłem się pokrętnie- ty nie nazwiesz mnie więcej zdrajcą, a ja być może zrobię coś dla ciebie..
-Co z tego będę miał?- Znałem Dietera nie od dziś i wiedziałem, że przy nim muszę bardzo uważać na swoją dupę...
-Prócz tego, że utrzymasz władzę i pożyjesz trochę dłużej? Nic wielkiego- stwierdziłem obojętnie nadal paląc papierosa. Odpaliłem drugiego od "spawa" i znów się zaciągając dodałem- wiem; czym jesteś i czego się boisz, Dieter i raczej nie chciałbyś, żeby to rozniosło się wśród naszych braci i sióstr- zakpiłem.
-Du verfluchte hunde!- Cofając się kilka kroków cudem uniknąłem kulki.
-Wiedziałem, że się dogadamy; Dieter- odparłem z nikłym uśmieszkiem na szwabską obelgę.- Właściwie po co chciałeś mnie widzieć.?
-Zastanawiałem się, czy stoisz za śmiercią mojego poprzednika- przyznał- ale nie zjawiłbyś się tu, gdybyś miał coś z tym wspólnego- zauważył, a ja z trudem utrzymując kamienną twarz odparłem:
-Wiesz, że kiedyś wiele nas łączyło- odrzekłem spokojnie.
-Wcale nie chodziło o to, że byłeś dobry w łóżku- z jego ust zabrzmiało to nieco dziwnie.- Byłeś świadkiem wielu egzekucji..
-Sam je wykonywałem- obruszyłem się udając dumę; choć w głębi serca czułem tylko obrzydzenie wobec dawnego siebie.
-Nie neguję tego. Zawrzemy układ, ale pożałujesz; jeśli mnie wystawisz- jak zawsze chciał, żeby wszystko było po jego myśli.
-Adnotacja do naszej umowy: jeśli to ty mnie wystawisz, wleję ci w gardło cały flakon święconej wody- zakpiłem.
-Mój warunek: jeśli to ty zerwiesz pakt, wyżłopię cię do sucha- zabrzmiało to nie tylko złośliwie i strasznie, ale także paskudnie.
-W takim razie będziemy kwita- rzuciłem z szerokim ironicznym uśmiechem, odchodząc.
-Twoja stara kwatera jest nadal pusta- rzucił za mną.
-Dzięki. O, Łaskawy!- Zakpiłem, oczami wyobraźni widząc, jak Dieter wymownie wywraca oczami.
-Prócz tego, że utrzymasz władzę i pożyjesz trochę dłużej? Nic wielkiego- stwierdziłem obojętnie nadal paląc papierosa. Odpaliłem drugiego od "spawa" i znów się zaciągając dodałem- wiem; czym jesteś i czego się boisz, Dieter i raczej nie chciałbyś, żeby to rozniosło się wśród naszych braci i sióstr- zakpiłem.
-Du verfluchte hunde!- Cofając się kilka kroków cudem uniknąłem kulki.
-Wiedziałem, że się dogadamy; Dieter- odparłem z nikłym uśmieszkiem na szwabską obelgę.- Właściwie po co chciałeś mnie widzieć.?
-Zastanawiałem się, czy stoisz za śmiercią mojego poprzednika- przyznał- ale nie zjawiłbyś się tu, gdybyś miał coś z tym wspólnego- zauważył, a ja z trudem utrzymując kamienną twarz odparłem:
-Wiesz, że kiedyś wiele nas łączyło- odrzekłem spokojnie.
-Wcale nie chodziło o to, że byłeś dobry w łóżku- z jego ust zabrzmiało to nieco dziwnie.- Byłeś świadkiem wielu egzekucji..
-Sam je wykonywałem- obruszyłem się udając dumę; choć w głębi serca czułem tylko obrzydzenie wobec dawnego siebie.
-Nie neguję tego. Zawrzemy układ, ale pożałujesz; jeśli mnie wystawisz- jak zawsze chciał, żeby wszystko było po jego myśli.
-Adnotacja do naszej umowy: jeśli to ty mnie wystawisz, wleję ci w gardło cały flakon święconej wody- zakpiłem.
-Mój warunek: jeśli to ty zerwiesz pakt, wyżłopię cię do sucha- zabrzmiało to nie tylko złośliwie i strasznie, ale także paskudnie.
-W takim razie będziemy kwita- rzuciłem z szerokim ironicznym uśmiechem, odchodząc.
-Twoja stara kwatera jest nadal pusta- rzucił za mną.
-Dzięki. O, Łaskawy!- Zakpiłem, oczami wyobraźni widząc, jak Dieter wymownie wywraca oczami.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz