sobota, 7 grudnia 2019

Watashi no Akuma Rozdział XIII: Król kłamców i zdrajców...

***
Obserwując, czy nikt mnie nie śledzi poszedłem do Esposito od strony zaplecza. 
Odstukałem umówiony sygnał. Wyszedł jakiś nieznajomy chłopaczek w fartuchu. 
-Jest szef?- Zapytałem krótko.
-Zależy, kto pyta- odparł bezczelnie.
Bez wahania złapałem go za gardło i wyciągnąłem z lokalu, warcząc:
-Odpowiadaj, bo tak cię urządzę, że rodzona matka cię nie pozna- zagroziłem.
-R-Roz-zlicz-cza to-to-to-towar- wydusił z przerażeniem w oczach.
-Zawołaj go- odepchnąłem dzieciaka.
Zza uchylonych drzwi usłyszałem cichą wymianę zdań, a po chwili kroki. Meritato wynurzył się z pomieszczenia i szybkim gestem dłoni dał mi zaproszenie.
-Dante, pomóż młodemu z towarem- rzucił wgłąb kanciapy- rzucił w stronę krzątających się ludzi.- Chodź- zwrócił się do mnie ciszej.
Wprowadził mnie do swojego małego biura.
-Nawet w kiciu cela jest szersza- rzuciłem ironicznie.
-Nie miałeś ogona?- Zapytał rzeczowo.
Pokręciłem odmownie głową.
-Dieter jest cholernie ostrożny. Na pewno nikogo za tobą nie wysłał?- Upewniał się.
-Nie. Coś ty taki kurwa przewrażliwiony?- Zapytałem zdziwiony.
Karmelowe tęczówki wbiły się we mnie.
-Lepiej dmuchać na zimne- zauważył wolno.- Co to za sprawa?.
-Chcę wiedzieć, kim jest ten dziwny facet, który szwenda się w pobliżu Dietera- i podałem rysopis.
Brodacz zmierzył mnie długim spojrzeniem.
-Nie szperaj, tam gdzie nie musisz, jeśli ci życie miłe- ostrzegł ostro.
-Dowiem się tego i bez twojej pomocy- burknąłem.
-Damon, dobrze ci radzę: zostaw tego faceta w spokoju, bo możesz gorzko tego pożałować- odpowiedział już spokojniej.- Jedyne, co o nim wiem to plotki, zresztą i one są tak przerażające, żeby nie chciało się pytać o nic więcej.
Nigdy nie widziałem, żeby Esposito był tak wystraszony; więc coś ewidentnie było na rzeczy. Próbowałem się wstrzymać, ale ta dziwaczna fascynacja zwyciężyła.
-Aż mnie zaciekawiłeś- rzuciłem z uciechą.- Dawaj te horrory.
Westchnął ciężko zrezygnowany i zaczął opowiadać.

-[...] poza tym ludzie gadają, że ten cały Vlad to Brat Diabła- zakończył wreszcie swój półgodzinny monolog.
-Nieźle, zaczyna się robić ciekawie- rzuciłem wesoło.
-Co ty kombinujesz?- Zapytał ze strachem w oczach karmelowooki.
-Pobawię się z nim troszeczkę- uśmiechnąłem się wyzywająco.
-CZYŚ TY ZUPEŁNIE OSZALAŁ, CZŁOWIEKU??!- Wybuchnął autentycznie zdumiony wpatrując się we mnie oczami wielkimi jak ping-pongi.
-Być może- odpowiedziałem znudzony jego drętwą gadką o tym, jakim to ten facet jest strasznym uosobieniem wszelkiego rodzaju zła...
Zły wprost do porzygu, z tym; że ja w takich przypadkach nie umiałem się opanować; bo wprost uwielbiałem takie klimaty...
-Zajebiście- stwierdziłem z szerokim uśmiechem.
-Ty naprawdę jesteś szurnięty- odezwał się z namysłem brodacz.
-Większość Hydr to Popierdoleńcy, nie wiedziałeś?- Zapytałem z ironią.
***
Victoria, partnerka księdza Rafaela 
Jak ja nie cierpię pociągów..
Właściwie nie wiedziałam, dlaczego pociągi tak mnie obrzydzały, gdy nagle dostrzegłam poruszenie wśród ludzi.
Kilkudziesięciu policjantów obstawiało stację kolejową. Byli czujni i rozmawiali między sobą przez radiostacje.
Z tunelu wynurzyły się dwie świetlne smugi. Spojrzałam na zegarek- było za wcześnie na jakikolwiek pociąg!.
Wagony ociężale wtoczyły się na siódmy i ostatni  peron i zatrzymały się wraz z ostatnim sapnięciem lokomotywy.
Wszyscy porzucili bagaże i poszli w tamtą stronę podpatrzeć, co się dzieje.
-Raf- szturchnęłam mocno drzemiącego księdza, a ten poderwał głowę i zamrugał szybko.
-Co jest..?
-Coś przyjechało. Tak w ogóle pełno tu policji- zauważyłam zaaferowana.
Rafael zarzucił torbę na ramię i poszliśmy w stronę peronu nr siedem.

Mundurowi wyprowadzali skutych ludzi z pociągu. Kobiety i mężczyźni mieli stalowe spojrzenia i zacięte miny.
-Puszczaj, mnie! Nic nie zrobiłem!- Wszyscy wbili wzrok w ostatnią postać wypychaną siłą z wagonu.- Nic mi nie udowodnicie!
-Przymknij jadaczkę i wysiadaj- odparł znudzony strażnik więzienny- bo chętnie pomogę, jak zarobisz pałą.
Wtedy ujrzałam jego twarz i cofnęłam się gwałtownie wpadając na Rafaela.
-Vix- oparł mi dłonie na biodrach, podtrzymując mnie w pionie- ty się cała trzęsiesz.
Rafael J. White
Odwróciłem ją szybkim ruchem ku sobie. W oczach Victorii szlkiły się łzy, a ona sama strasznie się trzęsła.
Bez wahania zdjałem płaszcz i założyłem go na jej ramiona całując ją lekko.
-Ze mną zawsze będziesz bezpieczna, pamiętaj kochanie..
Victoria, partnerka księdza Rafaela
Kochanie..
Czy Raf naprawdę to powiedział...?
Musnął lekko moje usta swoimi wąskimi, ale i słodkimi wargami.. 
Czy on powiedział do mnie kochanie..? 
Czy można..? 
Czy mogę kochać dwóch mężczyzn jednocześnie??!
O, Boże Miłosierny...



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz