czwartek, 5 grudnia 2019

Watashi no Akuma Rozdział XIII: Król kłamców i zdrajców...

Leah...
Pewnie byłaś przygotowana, że to się kiedyś stanie.
Byłaś szczęśliwa widząc mnie przed śmiercią? 
Teraz wszyscy, których się bałaś znikną. Dzięki mnie. 
Jestem ci bardzo wdzięczny za to, że nauczyłaś mnie tak perfekcyjnie łgać.
Naprawdę bardzo cię kochałem, mimo tego, co mi zrobiłaś; Leah... 

Gwałtownie zerwałem się ze snu i usiadłem na wielkim ciemnym łożu.
-Znowu mi się śnisz, co..?- Wbrew sobie roześmiałem się ponuro.
Czasami jednak potrafiłem zrozumieć Leę. W gruncie rzeczy, jako Wąż, kierowała się dobrem Hydry i gdybym (wtedy) był mądrzejszy i poszedł na policję (nieważne, że pierwszy poszedłbym siedzieć) ta mogłaby rozbić organizację i posadzić na długie lata większość głównej władzy i wyżej postawionych członków, ale...
Co było, nie wróci- zmarnowałem swoją szansę; a druga mogła się już nigdy nie trafić.
Teraz coś mogło grozić Victorii...
Skłamałbym, że Rafael zupełnie mnie nie obchodzi- był ważny dla Vix, więc automatycznie stawał się "ważny" również dla mnie.
Zamierzałem zakończyć to dość szybko; ale musiałem pomyśleć, w jaki sposób można to wszystko rozegrać...
Wstałem i podchodząc do plecaka wyciągnąłem z niego butelkę absyntu, w przelocie wziąłem z płaszcza papierosy i ogień.
Powoli odkręcając flaszkę przytknąłem wylot do ust i upiłem łyk. Krzywiąc się wsunąłem w usta szluga i zapaliłem leniwie się zaciągając. Sięgnąłem po popielniczkę.
***
-Dokąd to, zdrajco?- Zapytał o świcie Giorgio. 
-Nie mam aresztu domowego, poza tym nie muszę ci się tłumaczyć, hiszpańska kurewko- odparłem, jak zawsze, bezczelnie. 
-Ty śmieciu...!- Zasyczał nie skrywając  pogardy. 
-Dosyć- odezwał się Ten głos. 
Giorgio usunął się z przejścia na bok i ukłonił się chyląc głowę. Zaraz podszedłem za jego przykładem i schyliłem czerep jak najniżej. 
-Pokaż się, nowy. Chcę zobaczyć twoją twarz- oznajmił "nieznajomy" władczym tonem. 
Bardzo powoli podniosłem głowę i spojrzałem mu hardo w oczy. Bez słowa zmierzył mnie wzrokiem oczu w barwie płynnego srebra od góry do dołu. 
-Wyglądasz jak łachudra- skwitował przyglądając mi się podejrzliwie.
-Czy my się już przypadkiem nie spotkaliśmy?- Zapytałem przymilnie.
Dostałem w mordę.
-Cóż, spodziewałem się milszego powitania po powrocie- zauważyłem wyluzowanym tonem.
-Zamknij się, Damon!- Zasyczał Giorgio.
Podciąłem mu nogi, a kiedy wylądował na podłodze obłożyłem go kilkoma kopniakami.
-Nie muszę cię słuchać. Nie zapominaj, że kiedyś byłem wyżej od ciebie, hiszpańska kurewko- uwielbiałem tę obelgę.
-Zostaw nas samych, Giorgio- oznajmił głos platynowowłosego mężczyzny.
G pozbierał się z podłogi i odszedł, jakby uciekał od tego faceta.
-Wszyscy tutaj się mnie boją. Wszyscy, prócz ciebie- zauważył miażdżąc mnie wzrokiem.
-Niby z jakiego powodu miałbym się ciebie bać? Jesteś Bogiem? Diabłem..?- Uśmiechnąłem się kpiąco.- Wybacz: nie boję się ani jednego, ani drugiego- dodałem spokojnie.
-Doprawdy?- Zapytał zbliżając twarz do mojej. Nie cofnąłem się ani o milimetr, czym chyba sprawiłem mu duże rozczarowanie.- Zastanawiające, że nie ma w tobie ni krztyny strachu- skomentował zamyślony.
-Nie boję się nikogo, kogo mógłbym zabić- odparłem dumnie, choć chciało mi się rzygać na myśl o swoim dawnym życiu.
-Jesteś pewien, że mógłbyś mnie zabić?- Lewy kącik jego warg powędrował delikatnie w górę.
Patrząc mu w twarz dostrzegałem coraz więcej podobieństw między nim, a Vix. Mieli niemal identyczne rysy, z tym wyjątkiem, że jego były o wiele ostrzejsze.
-Kto wie? Nikt nie jest nieśmiertelny- zauważyłem nie dając wytrącić się z równowagi.
-Kiedyś zobaczysz. Obyś dożył tej chwili; Gabrielu Damonie Borgia- oznajmił tajemniczo, odchodząc.
Patrzyłem za nim, póki nie zniknął za załomem korytarza ozdobionego złotem, drogocennymi rzeźbami, malowidłami i oświetlonego kryształowymi żyrandolami, zastanawiając się, co chciał przez to powiedzieć...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz