Rafael J. White
Powaliłem przeciwniczkę na podłogę. Przeleciała po niej i uderzyła w jakiś metalowy stolik, z którego spadła różnorodna broń- jedna z nich: Morgenstern spadła tak niefortunnie, że kolczasta kula ugodziła Constanzę prosto w serce, pozbawiając ją życia.
-I kolejny Łeb odcięty- mruknąłem z cichym śmiechem. Wychodząc wziąłem sobie broń i rozejrzałem się dyskretnie.
Na korytarzu nie było nikogo, więc skradając się poszedłem w stronę schodów na górę...
Wyglądało to bardzo dziwnie, a nawet podejrzanie. Kiedy mnie tu wprowadzono widziałem pełno uzbrojonych strażników...
Wstrzymując oddech nasłuchiwałem każdego szelestu lub niepokojącego dźwięku.
Obróciłem się słysząc skrzypnięcie i padłem na podłogę, widząc wycelowaną we mnie broń półautomatyczną, której terkot rozdarł tę upiorną wręcz ciszę.
Dobiegając do jednego z Nich przyklęknąłem przy nim i oglądając ślady zębisk, zapytałem szybko:
-Co was zaatakowało??
-Nie wiem...- Wyszeptał, niemalże wypluwając z ust słowa wraz z krwią.
-Jak wyglądało??- Inaczej sformułowałem pytanie.
-Prze-roś-nię-te zwie-rzę..- Wiedziałem, że dzieciak kona, ale nic nie mogłem z tym zrobić.
-Odpuszczam twoje grzechy, w Imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego- mruknąłem znacząc nad umierającym krzyż.- Amen.
Wstając rzuciłem spojrzenie na ściany. Podszedłem do rozszarpanego w ramię obrazu i obejrzałem go dokładnie- centymetr po centymetrze.
Ślady wskazywały na zwierzęce pazury. Rozejrzałem się. Wokół co najmniej dziesięć trupów i... Prócz morza krwi...
Ślina.
-Obrzydliwe- skomentowałem obojętnie idąc w stronę kolejnych drzwi.
Zamknięte. Przygotowałem się i zakurwiłem z buta w zamek.
Puścił, a drzwi otworzyły się z przeraźliwym piskiem.
Wtedy ujrzałem kilkadziesiąt luf skierowanych wprost we mnie.
-I kolejny Łeb odcięty- mruknąłem z cichym śmiechem. Wychodząc wziąłem sobie broń i rozejrzałem się dyskretnie.
Na korytarzu nie było nikogo, więc skradając się poszedłem w stronę schodów na górę...
***
To już kolejny korytarz i nadal nikogo nie spotkałem...Wyglądało to bardzo dziwnie, a nawet podejrzanie. Kiedy mnie tu wprowadzono widziałem pełno uzbrojonych strażników...
Wstrzymując oddech nasłuchiwałem każdego szelestu lub niepokojącego dźwięku.
Obróciłem się słysząc skrzypnięcie i padłem na podłogę, widząc wycelowaną we mnie broń półautomatyczną, której terkot rozdarł tę upiorną wręcz ciszę.
Dobiegając do jednego z Nich przyklęknąłem przy nim i oglądając ślady zębisk, zapytałem szybko:
-Co was zaatakowało??
-Nie wiem...- Wyszeptał, niemalże wypluwając z ust słowa wraz z krwią.
-Jak wyglądało??- Inaczej sformułowałem pytanie.
-Prze-roś-nię-te zwie-rzę..- Wiedziałem, że dzieciak kona, ale nic nie mogłem z tym zrobić.
-Odpuszczam twoje grzechy, w Imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego- mruknąłem znacząc nad umierającym krzyż.- Amen.
Wstając rzuciłem spojrzenie na ściany. Podszedłem do rozszarpanego w ramię obrazu i obejrzałem go dokładnie- centymetr po centymetrze.
Ślady wskazywały na zwierzęce pazury. Rozejrzałem się. Wokół co najmniej dziesięć trupów i... Prócz morza krwi...
Ślina.
-Obrzydliwe- skomentowałem obojętnie idąc w stronę kolejnych drzwi.
Zamknięte. Przygotowałem się i zakurwiłem z buta w zamek.
Puścił, a drzwi otworzyły się z przeraźliwym piskiem.
Wtedy ujrzałem kilkadziesiąt luf skierowanych wprost we mnie.
Victoria, partnerka księdza Rafaela
Już od doby nie było od niego żadnych wiadomości. Siedziałam w swojej komnacie, jak na szpilkach. Byłam rozedrgana ze zdenerwowania. Nie mogłam jeść, ani pić.
Wyszłam z wielkiej alkowy i skierowałam się do kaplicy, celem modlitwy.
Za nich obu, bo Gabriela także nadal nie było w pobliżu i bałam się- naprawdę bardzo się bałam- że zostanę sama jak palec.
Musiałam zasnąć z wyczerpania, bo kiedy się obudziłam, leżałam w łóżku, w przydzielonej mi jednej z papieskich komnat.
-Wszystko w porządku?- Zapytał ten ostry, zachrypły głos.
Ocknęłam się zupełnie i zrywając się z pościeli rzuciłam mu się na szyję zwalając go z krzesła.
-Gabriel- wyszeptałam szczęśliwa obejmując go mocno.
-Cześć, Nauczycielko- kolczyk w wardze uniósł się lekko, kiedy się uśmiechnął.- Połóż się, bo rozboli cię głowa. Nie powinnaś się tak zrywać- powiedział troskliwie.
Musiałam zasnąć z wyczerpania, bo kiedy się obudziłam, leżałam w łóżku, w przydzielonej mi jednej z papieskich komnat.
-Wszystko w porządku?- Zapytał ten ostry, zachrypły głos.
Ocknęłam się zupełnie i zrywając się z pościeli rzuciłam mu się na szyję zwalając go z krzesła.
-Gabriel- wyszeptałam szczęśliwa obejmując go mocno.
-Cześć, Nauczycielko- kolczyk w wardze uniósł się lekko, kiedy się uśmiechnął.- Połóż się, bo rozboli cię głowa. Nie powinnaś się tak zrywać- powiedział troskliwie.
Gabriel, zwany Uczniakiem
Poszła za moją radą i położyła się na kilka minut.
Wyciągnąłem z bluzy kartonik, który znalazłem w hotelowym pokoju.
-Widziałaś to?- Nie chciałem wiedzieć, jeśli cokolwiek między nimi zaszło; wolałem sprawdzić, czy wiedziała o tym liściku.
Przybrała zdziwiony wyraz twarzy, kręcąc odmownie głową.
-Wiesz, co to?- Zapytała powoli.
-Nie, ale wiem, czyje to pismo- odpowiedziałem krótko.
-Serio??
Potaknąłem w ciszy.
-Nie wiem, co Giorgio wykombinował; ale chyba mu to wyszło; skoro Rafael zniknął- zauważyłem z namysłem.
-Giorgio? To ten, który był z tą... Jak jej tam?- Zaczęła rozkojarzona.
-Z Constanzą, tak- potwierdziłem w końcu.
Powinienem w końcu przestać kłamać, ale patrząc na nią; nie potrafiłem pozbawić jej złudzeń i ufności wobec siebie, bo... Wiedziałem, że jeślibym to zrobił, niczym nie będę mógł się usprawiedliwić. Kogo obchodzi moja rodzina? Moje problemy..? Czy ja sam w ogóle kogoś obchodzę?? Wątpię.
-Jeśli zwinęli go do kwatery Hydr, życzę mu kurewskiego szczęścia w wydostaniu się stamtąd- odezwałem się po dłuższej przerwie.
-Gabriel... Byłeś jednym z nich, prawda..?- Zapytała cicho.
-Jeśli ktoś zdradzi, Hydra ze względów własnego bezpieczeństwa przenosi siedzibę. Nie wiem, gdzie jest obecna; więc nie mogę ci pomóc. Ani tobie, ani jemu- odparłem, tym razem zgodnie z prawdą.
-O, Boże... Rafael...- siedząc na łóżku wybuchnęła płaczem.
Przysiadłem przy niej i przytuliłem ją do swojej piersi.
-Wszystko będzie dobrze.. Miej swoją wiarę, Vix- starałem się ją pocieszyć, być jakimś wsparciem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz