Gabriel, zwany Uczniakiem
Znowu ją okłamałem...
-Kurwa- zakląłem rozdrażniony.
Nie chciałem ratować tego przygłupiego klechy, ale nie mogłem już patrzeć, jak Vix zamartwiała się o tę- powiedzmy sobie krótko- wredną cipę.
Współpracuję z Rafaelem tylko i wyłącznie ze względu na Victorię.
Usiadłem na jakimś fotelu i z nudów wziąłem pierwszą książkę, jaka wpadła mi w ręce.
Dives in Misericordia- napisana osiem lat wcześniej przez obecnego Papieża.
Byłem akurat w połowie rozdziału omawiającego ''przypowieść o synu marnotrawnym"; gdy słabe stukanie przebiło się wreszcie do mojej mózgownicy. Bardzo powoli uniosłem głowę i zamrugałem, szybko odkładając tom.
-O co chodzi?- Zapytałem, próbując nie pokazywać po sobie zakłopotania, że ktoś przyłapał mnie na czytaniu nie swojej własności.
-Kto czyta nie błądzi, parafrazując stare porzekadło- zauważył biskup z dobrodusznym uśmiechem.- Obiad w refektarzu gotowy- oznajmił odchodząc.
Szybko odszukałem stronę i wsunąłem coś jako zakładkę. Zamierzałem jeszcze trochę poczytać, bo była to całkiem ciekawa lektura i...
Jakkolwiek głupio by to nie zabrzmiało, zaczynała odpowiadać na niektóre moje pytania. I nie chodziło tu tylko o wiarę, a raczej (w moim wypadku) jej brak...
Wchodząc do refektarza, zwanego inaczej jadalnią zaliczyłem dzwona we framugę podwójnych drzwi. Po chwili jednak stwierdziłem, że moje rozkojarzenie na coś się przydało, bo przynajmniej Victoria miała niezły ubaw.
Nurtowały mnie również słowa wampira z pociągu. Czy to właśnie dlatego Hydra tak obsesyjnie szuka Victorii? Kim w ogóle jest jakiś tam Draculea? Dlaczego te bestie uwzięły się właśnie na nią?
-Uczniak. Ty, nie śpij!- Jej głos wybudził mnie z ponurych rozmyślań i odebrałem owalny półmisek ze smażoną rybą.
-A może frytki do tego?- Skomentowałem nie mogąc się powstrzymać.
Vix ze śmiechu prawie wpadła twarzą w talerz.
-Do wszystkich jednostek: jaśnie pań -Uczniak zażyczył sobie frytki!- Rzuciła na cały regulator, a wszyscy wypalili serdecznym śmiechem.
Modlitwa i smacznego..
-Przynajmniej na chwilę się uśmiechnęłaś- zauważyłem, gdy szliśmy do pokoi.
-Nadal się o niego martwię- powiedziała z westchnieniem.
-Rozumiem.
-Nie rozumiesz- odpowiedziała z naciskiem.
-Masz tylko jego. Ja nie mam nikogo: nawet moja wlasna rodzina nie chce mnie znać- odciąłem się smutno i wchodząc do pokoju zamknąłem jej drzwi przed nosem.
-Jesteście dokładnie tacy sami. Uparci, jak takie osły!- Rozzłościła się odchodząc.
Współpracuję z Rafaelem tylko i wyłącznie ze względu na Victorię.
Usiadłem na jakimś fotelu i z nudów wziąłem pierwszą książkę, jaka wpadła mi w ręce.
Dives in Misericordia- napisana osiem lat wcześniej przez obecnego Papieża.
***
Zaczytałem się do tego stopnia, że nie usłyszałem, jak jeden z duchownych puka we framugę drzwi.Byłem akurat w połowie rozdziału omawiającego ''przypowieść o synu marnotrawnym"; gdy słabe stukanie przebiło się wreszcie do mojej mózgownicy. Bardzo powoli uniosłem głowę i zamrugałem, szybko odkładając tom.
-O co chodzi?- Zapytałem, próbując nie pokazywać po sobie zakłopotania, że ktoś przyłapał mnie na czytaniu nie swojej własności.
-Kto czyta nie błądzi, parafrazując stare porzekadło- zauważył biskup z dobrodusznym uśmiechem.- Obiad w refektarzu gotowy- oznajmił odchodząc.
Szybko odszukałem stronę i wsunąłem coś jako zakładkę. Zamierzałem jeszcze trochę poczytać, bo była to całkiem ciekawa lektura i...
Jakkolwiek głupio by to nie zabrzmiało, zaczynała odpowiadać na niektóre moje pytania. I nie chodziło tu tylko o wiarę, a raczej (w moim wypadku) jej brak...
Wchodząc do refektarza, zwanego inaczej jadalnią zaliczyłem dzwona we framugę podwójnych drzwi. Po chwili jednak stwierdziłem, że moje rozkojarzenie na coś się przydało, bo przynajmniej Victoria miała niezły ubaw.
Nurtowały mnie również słowa wampira z pociągu. Czy to właśnie dlatego Hydra tak obsesyjnie szuka Victorii? Kim w ogóle jest jakiś tam Draculea? Dlaczego te bestie uwzięły się właśnie na nią?
-Uczniak. Ty, nie śpij!- Jej głos wybudził mnie z ponurych rozmyślań i odebrałem owalny półmisek ze smażoną rybą.
-A może frytki do tego?- Skomentowałem nie mogąc się powstrzymać.
Vix ze śmiechu prawie wpadła twarzą w talerz.
-Do wszystkich jednostek: jaśnie pań -Uczniak zażyczył sobie frytki!- Rzuciła na cały regulator, a wszyscy wypalili serdecznym śmiechem.
Modlitwa i smacznego..
-Przynajmniej na chwilę się uśmiechnęłaś- zauważyłem, gdy szliśmy do pokoi.
-Nadal się o niego martwię- powiedziała z westchnieniem.
-Rozumiem.
-Nie rozumiesz- odpowiedziała z naciskiem.
-Masz tylko jego. Ja nie mam nikogo: nawet moja wlasna rodzina nie chce mnie znać- odciąłem się smutno i wchodząc do pokoju zamknąłem jej drzwi przed nosem.
-Jesteście dokładnie tacy sami. Uparci, jak takie osły!- Rozzłościła się odchodząc.
Victoria, partnerka księdza Rafaela
Byłam zła na Gabriela. W tej chwili wolałam odejść precz, bo chyba bym mu przyjebała. Cholerne zwierzątka, zwane facetami! Demony wcielone..!
Mówił na tematy, o których nie miał bladego pojęcia. Chociaż go lubiłam, czasami działał mi na nerwy.
Zupełnie jak Raf. Kolejny raz przed oczami przesuwało się wspomnienie tej jednej nocy. O dziwo, nie miałam tak zwanego moralniaka, bardziej mogłabym je zaklasyfikować do nielicznych miłych rzeczy, jakich doświadczyłam po utracie pamięci rok temu.
Jedynym, co odzyskałam było moje imię. Resztę pokrywała bezkresna biel, jak na naświetlonej kliszy...
Zupełnie jak Raf. Kolejny raz przed oczami przesuwało się wspomnienie tej jednej nocy. O dziwo, nie miałam tak zwanego moralniaka, bardziej mogłabym je zaklasyfikować do nielicznych miłych rzeczy, jakich doświadczyłam po utracie pamięci rok temu.
Jedynym, co odzyskałam było moje imię. Resztę pokrywała bezkresna biel, jak na naświetlonej kliszy...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz