***
Półtorej godziny później..
-Cholera, transport mi spierdala! Dzięki, reszty nie trzeba- rzuciłem. W przelocie porwałem fajki, biegnąc w stronę najbliższego wagonu.
W ostatniej chwili wyskoczyłem do pociągu i odszukałem najbliższy przedział dla palących.
-Czas nakarmić raka, nie panie kolego?- Rzucił facet z fajką w zębach, rozwalony leżał na kilku siedzeniach.
-Widzę, że palacz nałogowy- rzuciłem ironicznie odpalając szluga. Rozsiadłem się wygodnie na wolnym siedzisku i zaciągnąłem się dymem.
Starszy ode mnie facet uśmiechnął się dobrodusznie, wypuszczając dym nosem.
-Kto pije i pali ten nie ma robali- sięgnął po butelkę i dwa kieliszki.
-Dziękuję, mam zbyt słabą głowę- odmówiłem spokojnie.
-Twoja strata, chłopcze- kolejny raz zaciągnął się dymem.
-Panowie.. Siekierę można tu powiesić- zaczął przybysz, a kiedy już dym lekko się rozwiał zobaczyłem konduktora.
-Gdyby to przeklęte okno mogłoby się otworzyć, zrobiłbym to bez wahania. Niestety, nawet diabli tego nie poruszą (Boże, przebacz mi bluźnierstwo)- przeżegnał się pobożnie.
-Przepraszam, proszę księdza- odrzekł uprzejmie konduktor znikając za drzwiami.
Oparłem skroń o szybę.
-Dlaczego zawsze trafiam na księży..?- Jęknąłem ponurym tonem.
-To widocznie Wola Boża- uśmiechnął się szeroko pociągając potężną pięćdziesiątkę.
-Jestem niewierzący- odparłem zgodnie z prawdą.
-Ateista też człowiek- kolejny sztakan. Przyjrzał mi się i usiadł.- Widać, że coś cię trapi...- Spoważniał nagle.
Westchnąłem ciężko.
-Goni mnie moja zasrana przeszłość- przyznałem.
-Żal to nieodłączny towarzysz każdego życia- oznajmił kapłan z namysłem.- Też byłem kiedyś niewierzącym człowiekiem. Złym człowiekiem- dodał z westchnieniem.
Przyjrzałem mu się ukradkiem.
Senność nagle mi minęła.
-Złym człowiekiem. Bez obrazy, ale myślałem, że jest ksiądz tylko alkoholikiem- odrzekłem cicho.
-Picie to czasem lekarstwo na koszmary, jeśli wiesz, o czym mówię- zauważył niski, szpakowaty duchowny.
-Mniej więcej- chciałem ominąć niewygodny temat.
Oparłem skroń o szybę.
-Dlaczego zawsze trafiam na księży..?- Jęknąłem ponurym tonem.
-To widocznie Wola Boża- uśmiechnął się szeroko pociągając potężną pięćdziesiątkę.
-Jestem niewierzący- odparłem zgodnie z prawdą.
-Ateista też człowiek- kolejny sztakan. Przyjrzał mi się i usiadł.- Widać, że coś cię trapi...- Spoważniał nagle.
Westchnąłem ciężko.
-Goni mnie moja zasrana przeszłość- przyznałem.
-Żal to nieodłączny towarzysz każdego życia- oznajmił kapłan z namysłem.- Też byłem kiedyś niewierzącym człowiekiem. Złym człowiekiem- dodał z westchnieniem.
Przyjrzałem mu się ukradkiem.
Senność nagle mi minęła.
-Złym człowiekiem. Bez obrazy, ale myślałem, że jest ksiądz tylko alkoholikiem- odrzekłem cicho.
-Picie to czasem lekarstwo na koszmary, jeśli wiesz, o czym mówię- zauważył niski, szpakowaty duchowny.
-Mniej więcej- chciałem ominąć niewygodny temat.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz