Victoria, partnerka księdza Rafaela
Wpatrywałam się w Rafa z troską. Dziwnie się zachowywał- miałam wrażenie, że pojawił się tu, żeby powiedzieć coś ogromnie ważnego; ale zupełnie nagle zaprzeczył samemu sobie, czego nigdy nie zdarzyło mu się zrobić.
-Rafael, naprawdę wszystko z tobą w porządku?- Zapytałam zmartwiona.
Sama chciałabym powiedzieć mu wiele rzeczy. Wyznać skrywaną tajemnicę, ale bałam się, że mnie wyśmieje.
-Nic nie jest ze mną w porządku od kiedy... Od kiedy cię znam- jego delikatny głos brzmiał niezwykle groźnie, gdy był zdenerwowany. Oparł mnie mocno o ścianę i zamknął moje protestujące usta długim pocałunkiem!!?
Czyżbym wypiła za dużo caffe coretto? A może to się nie dzieje naprawdę- może to mój kolejny nieprzyzwoity sen, z którego zaraz się obudzę? Boże, czy to dzieje się naprawdę??- Przez moją głowę przelatywały miliony myśli, których nie umiałam ułożyć w głowie.
Ciemnowłosy dryblas znowu się odsunął, a jego bladobłękitne oczy zgasły. Bardzo powoli zaczął się wycofywać w kierunku drzwi.
Czyli to jednak sen, bo Rafael nigdy i przed niczym nie uciekał. Jego odwaga czasami była wręcz imponująca. On nie bał się nikogo i niczego.
-Poczekaj; Raf- zaczęłam cicho.
Przystanął na środku pokoju i powoli się odwrócił, patrząc na mnie pytająco.- To sen, czy jawa?
-Uderzyłaś się w głowę..?- Zapytał szczerze zdziwiony. Chyba chciał powiedzieć coś więcej, ale nagle zamknął usta.
Zapadła między nami wyjątkowo niezręczna cisza.
Zapadła między nami wyjątkowo niezręczna cisza.
Rafael J. White
Nadal nie mogłem się na to zdobyć...
Czy ona nadal nie rozumie, jak ważną jest dla mnie osobą?? Ciągle nie wie, ile dla mnie znaczy???
-To nie jest sen, prawda?- Zdecydowała się wreszcie przerwać to pełne nerwowego wyczekiwania milczenie.
-To nie sen- mój własny głos nagle wydał mi się jakiś obcy.
Vix oparła się o ścianę, jakby chciała w nią wsiąknąć, z tak potężnym wyrazem niedowierzania na twarzy, że nie potrafiłbym opisać tego żadnymi słowami, poza jednym.
Szok.
Vix była w szoku.. Szczypała się w przedramię i mrugając powiekami poruszała ustami, jak ryba wyciągnięta ze stawu. Po dłuższej obserwacji zrozumiałem, że srebrnooka coś do siebie mamrocze.
-To.. Tto jedddeen zzz tttych-ch s-snóóów. T-to sssiię n-nni-nie dzie-dzieje nna-nanana prrraawdddęęę- zaczęła sobie wmawiać jąkając się.
-Victoria... Vix!- Potrząsnąłem nią lekko.- Boże Miłosierny, to nie jest żaden sen!. Zrozum, to ci się nie śniło!.- Powiedziałem głośno, usiłując ją przekonać.
Osuwając się na podłogę ukryła twarz w dłoniach i zaczęła kołysać się na stopach w przód i tył, powtarzając jak mantrę:
-To tylko sen... Sen. To się dzieje tylko w mojej głowie..- mówiła głośnym szeptem.
Podszedłem i siłą podniosłem Vix do pionu. Biorąc jej ładną twarzyczkę w swoje dłonie, ucałowałem ją delikatnie w czoło tak samo, jak wtedy, ponad rok temu. Jednak chciałem zdecydowanie więcej, jakbym od tamtego czasu był wygłodniałym zwierzęciem..
Z listu świętego Jakuba:
"Błogosławiony mąż, który wytrwa w pokusie, gdy bowiem zostanie poddany próbie, otrzyma wieniec życia, obiecany przez Pana tym, którzy go miłują"
Wytrwa??! Boże Miłosierny: to niemożliwe odepchnąć od się nieodłączny element swojego doczesnego życia, który jest jednocześnie moją nieodpartą pokusą, której to bezskutecznie próbuję się oprzeć...
Której już nie chcę się opierać!
W półmroku chciwie przesunąłem wargami po jej skroni i policzku, szukając tych słodkich, jak maliny ust. Chciałem ich. Pragnąłem Jej nawet za cenę własnej duszy, nawet; jeślibym miał- choćby jutro- porzucić kapłaństwo. Była jedyną rzeczą, która przywróciła blask mojemu beznadziejnemu żywotowi..
Poranek powitał mnie w łóżku. Ostrożnie zwróciłem twarz w bok i krew odpłynęła mi z twarzy.
Wspomnienia z zeszłej nocy zalały mnie falą wstydu. Zrobiliśmy to.. Jako ksiądz poszedłem do łóżka z osobą której nigdy bym nie skrzywdził.!
Przymknąłem na chwilę powieki. Łeb mi pękał, a w ustach czułem suchość i gorycz.
Victoria spała z głową na moim ramieniu. Uśmiechała się ledwie widocznie, jakby śniło się jej coś przyjemnego.
Spojrzałem na nocny stolik. Leżał na nim złożony prostokątny kawałek papieru z napisem:
Do faceta, który siedział przy barze w Esposito.
-To.. Tto jedddeen zzz tttych-ch s-snóóów. T-to sssiię n-nni-nie dzie-dzieje nna-nanana prrraawdddęęę- zaczęła sobie wmawiać jąkając się.
-Victoria... Vix!- Potrząsnąłem nią lekko.- Boże Miłosierny, to nie jest żaden sen!. Zrozum, to ci się nie śniło!.- Powiedziałem głośno, usiłując ją przekonać.
Osuwając się na podłogę ukryła twarz w dłoniach i zaczęła kołysać się na stopach w przód i tył, powtarzając jak mantrę:
-To tylko sen... Sen. To się dzieje tylko w mojej głowie..- mówiła głośnym szeptem.
Podszedłem i siłą podniosłem Vix do pionu. Biorąc jej ładną twarzyczkę w swoje dłonie, ucałowałem ją delikatnie w czoło tak samo, jak wtedy, ponad rok temu. Jednak chciałem zdecydowanie więcej, jakbym od tamtego czasu był wygłodniałym zwierzęciem..
Z listu świętego Jakuba:
"Błogosławiony mąż, który wytrwa w pokusie, gdy bowiem zostanie poddany próbie, otrzyma wieniec życia, obiecany przez Pana tym, którzy go miłują"
Wytrwa??! Boże Miłosierny: to niemożliwe odepchnąć od się nieodłączny element swojego doczesnego życia, który jest jednocześnie moją nieodpartą pokusą, której to bezskutecznie próbuję się oprzeć...
Której już nie chcę się opierać!
W półmroku chciwie przesunąłem wargami po jej skroni i policzku, szukając tych słodkich, jak maliny ust. Chciałem ich. Pragnąłem Jej nawet za cenę własnej duszy, nawet; jeślibym miał- choćby jutro- porzucić kapłaństwo. Była jedyną rzeczą, która przywróciła blask mojemu beznadziejnemu żywotowi..
Poranek powitał mnie w łóżku. Ostrożnie zwróciłem twarz w bok i krew odpłynęła mi z twarzy.
Wspomnienia z zeszłej nocy zalały mnie falą wstydu. Zrobiliśmy to.. Jako ksiądz poszedłem do łóżka z osobą której nigdy bym nie skrzywdził.!
Przymknąłem na chwilę powieki. Łeb mi pękał, a w ustach czułem suchość i gorycz.
Victoria spała z głową na moim ramieniu. Uśmiechała się ledwie widocznie, jakby śniło się jej coś przyjemnego.
Spojrzałem na nocny stolik. Leżał na nim złożony prostokątny kawałek papieru z napisem:
Do faceta, który siedział przy barze w Esposito.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz