czwartek, 14 listopada 2019

Watashi no Akuma Rozdział VI: Nigdy nie ufaj osobie, którą ledwie znasz.

Giorgio wyrósł przede mną niewiadomo skąd i zatrzymał mnie wyciągając rękę na wysokości mojej piersi.
-No, no.. Kogo my tu mamy?- Ten jego aksamitny głos z portugalskim akcentem, jak zawsze sprawiał iż zbierało mi się na wymioty.
-Spływaj- warknąłem.
-Powinieneś odzywać się grzeczniej do przywódcy- zauważył z tym dobrze mi znanym obrzydliwym uśmiechem.
-Byłego przywódcy; zostaw nas w spokoju- odpowiedziałem chłodno zapalając papierosa.
-Serio? Może ktoś tutaj powinien dowiedzieć się prawdy..?- Odparł przesłodzonym tonem brązowowłosy o bladych oczach.
Szybkim ruchem złapałem go za ubranie i zbliżając twarz do jego Warknąłem:
-Nie ty trzymasz tu asa- odparłem rozwścieczony.
-Giorgio, dość. Pozwól im przejść- słysząc ten głos puściłem tego gnojka i spojrzałem za niego.
Ku nam szła długowłosa, młoda kobieta. Czarnowłosa o ładnych, chociaż ostrych rysach twarzy i błękitnych, jak lodowe dropsy oczach.
Victoria, partnerka księdza Rafaela
Grupka facetów odsunęła się w lekkim ukłonie. 
-Constanza. Co to się stało, że Środkowy Łeb pojawił się w terenie?- Zapytał nieufnie Gabriel wpatrując się w postać.
-Środkowy Łeb, powiadasz. Chciałam sprawdzić, czy wywiązujesz się z naszej umowy; Gabrielu- czarnowłosa uśmiechnęła się zimno.
-Z jakiej umowy?- Zapytała ostrożnie Vix.
-Chcę pogadać z Pierwszym Łbem- odpowiedziałem ostro.
-Vittorio wyjechał- zanim zdążyła dokończyć w jej kieszeni odezwała się komórka. Wyciągając ją spojrzała na wyświetlacz marszcząc czoło. Odebrała. Chwila rozmowy utwierdziła mnie w przekonaniu, że stało się coś niedobrego. Niedobrego dla mnie.- Jak to nie żyje..??? W porządku, rozumiem.- Złożyła w dłoni telefon i odwróciła się na pięcie.- Idziemy, chłopcy. Aha, Gabrielu. Możesz jedynie pogadać z Trzecim Łbem- zwróciła się do mnie.
-A to niby dlaczego?- Zapytałem nie pokazując po sobie, że coś bardzo mnie niepokoi.
-Vittorio nie żyje. Z martwym nikt się jeszcze nie dogadał- odpowiedziała odchodząc. Giorgio rzucił mi pełne pogardy spojrzenie.
-Niech to jasny szlag- mruknąłem wkurzony, gdy zniknęli za zakrętem.
-Co ten facet miał na myśli?- Zapytała Vix.- O jaką prawdę mu chodziło?
-Hydry zawsze kłamią, nie przejmuj się tym- odpowiedziałem myśląc zupełnie o czym innym.
Hydry zawsze kłamią. Zawsze..

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz