środa, 13 listopada 2019

Watashi no Akuma Rozdział V: Miłość, srebro i Hydra

Gabriel, zwany Uczniakiem 
Kiedyś byłem jednym z Nich.
Kiedyś byłem karającym zdrajców Hydrą. 
Aż wreszcie, po kilku latach zacząłem tego nienawidzić. Od ostatniej kary- dzieciak: miał ledwie czternaście lat. Może i nie wiedział, na co się pisze; a może był na tyle ogarnięty (w sensie: odpowiedzialny); że miał swoje powody by być jednym z nas.
-NIECH WAS SZLAG!- W środku nocy zerwałem się ze snu, jakby ktoś zdzielił mnie mocno w żebra... 
Jej cichy pomruk... 
-Rafael... Nie jesteś tu sam. Kołek. Rzuć mi ten cholerny kołek!- Zaczęła krzyczeć... 
Wypadłem ze swojego pokoju i przysiadłem przy niej, szepcząc: 
-Jestem tu.. Jestem, Mistrzyni.. Nie masz się czego bać.. Obaj- nagle, nie wiem dlaczego, urwałem.
Obaj jesteśmy po to; żeby Cię chronić...
-Miałeś mówić mi po imieniu..- powiedziała półgłosem przez sen. Ten głos był słodki, jak miód i jedwabiście miękki. 
I piękny. Jak ona sama.

Czy obaj... Ja i Rafael możemy równocześnie ją kochać..?
Niech to..! Chyba nie mam z nim żadnych szans! Victoria kocha GO bardziej, niż nikogo innego na świecie.
Nie mam z Rafaelem żadnych szans. Żadnych. Jestem nikim- ma mnie za nikogo innego, oprócz swojego Uczniaka... 
Mimo to sądzę, że Victoria... Że jest niewypowiedzianie zamknięta w sobie. Ukrywa własne uczucia- tak samo, kiedy zacząłem żartować w tej taksówce. Nie miałem nikogo konkretnego na myśli, ale coś mi mówiło; że jej serce biegnie za tym cholernym klechą. 
-Niech to jasna cholera!- Przywaliłem pięścią w futrynę własnego pokoju. 
Może księżulkowie mają słuszność; że nawet ateista ma nieśmiertelną duszę...? 
Twierdzą, że miłość wobec konkretnej osoby to boski przymiot, więc dlaczego- skoro nie wierzę w nic- potrafię kogoś pokochać. Czy mi się to należy? Zasłużyłem na taką dobroć? 
Mimo, że w Ciebie  nie wierzę... Boże- jeśli istniejesz- czekam na twoją odpowiedź. 
Na najmniejszy znak. 
Cokolwiek.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz