środa, 6 listopada 2019

Watashi no Akuma Rozdział III: Inni i jednocześnie tacy sami -Rafael/Gabriel

-Gabriel- starałam się go dogonić na zatłoczonym Placu Świętego Piotra i na jakiś czas zgubiłam go z oczu.
-Co?- Zapytał w końcu, gdy wpadłam na jego tył potrącając lekko chłopaka.
Blondyn obejrzał się na mnie. Zza gęstej, ściętej na ukos grzywki błyszczały lekko tęczówki w barwie promienistej zieleni o łobuzerskim wyrazie. Miał może z osiemnaście lat lub niewiele mniej- nie wyglądał już jak rozwydrzony bachor, ale i również nie jak odpowiedzialny mężczyzna. Był dość szczupły, niewysoki i przeciętnej urody. Na lewym policzku miał okrągłą bliznę, jakby ślad po przypaleniu. W dolnej wardze po lewej stronie, prawie tuż przy kąciku ust połyskiwało srebrzyste kółeczko; którego wcześniej nawet nie zauważyłam.
-Nie wiedziałam, że nosisz kolczyk- zauważyłam, żeby pociągnąć jakoś tę niezbyt klejącą się rozmowę.e
-Gapiłaś się- odparł wyginając pełne wargi w szeroki uśmiech.
-Wcale się nie gapiłam. Po prostu muszę znać twarz osoby, która planuje mnie zgubić w tym tłumie- skłamałam odwracając wzrok.
-Kiepska z ciebie kłamczucha, nauczycielko. Czy jak tam powinienem cię nazywać- stwierdził kwaśno.
-Po prostu Victoria- skwitowałam.
-Victoria to z łaciny Zwycięstwo- spodziewałam się, że mi się odpłaci za swoje imię.
-Bardziej czuję się jak totalny przegryw- zauważyłam niemrawo.
-Przestań się łamać. Świat jeszcze się kręci, jak nieźle popieprzona karuzela.
Rafael też tak zawsze mówił. Zawsze się uśmiechałam, słysząc to; ale teraz ten ostry ton głosu, z charakterystyczną chrypką, jakby palił paczkę dziennie był zupełnie inny od tak drogiego mi łagodnego tembru Rafaela. Sprawiał, że czułam się mniej bezpieczna i pewna siebie, niż zwykle.
-Tęsknisz za tym swoim księżuniem-z zauważył, gdy szliśmy dalej ku wyjściu z placu.
-Za Rafem? Wkurza mnie i tyle- burknęłam urażona. Gabriela nie powinno to obchodzić.
-Przepraszam. To w sumie i tak nie moja sprawa- powiedział po dłuższym milczeniu, gdy wsiedliśmy do taksówki. Rzucił nazwę jakiejś ulicy i pojazd ruszył.
Był wyjątkowo ciepły ranek jak na październik, ale jakoś nie potrafiłam się nim cieszyć. Wszystko przez te koszmary i atakujące znienacka, nasilające się bóle głowy.
Gabriel miał rację- bardzo tęskniłam za Rafaelem. Byłam przez to mniej pewna siebie i bardziej niekompletna, bo Raf jakikolwiek by nie był; był dla mnie kimś bliskim. To on znalazł mnie rok temu na schodach kościoła: bezbronną, przerażoną i zdezorientowaną; dzięki niemu miałam co jeść, gdzie spać i co na siebie włożyć.
Początkowo bałam się tego umięśnionego dryblasa o dłuższych, ciemnych falowanych włosach i bladoniebieskich oczach głęboko osadzonych pod krzaczastymi brwiami w twarzy o wiecznie marsowym wyrazie; ale potem przywykłam do jego buntowniczego charakteru i tej miny, czasem zastanawiając się usilnie jak w takiej groźnej postaci może tkwić głos łagodny, niczym dźwięk dzwonków poruszanych przez wiatr.r
-Właściwie dokąd zwiał nasz klecha?- Mój własny głos wyrywa mnie z tęsknych rozmyślań.
-Myślałem, że to tobie powiedział coś więcej- zauważył zaskoczony.- Zresztą on mnie nie znosi, bo chyba nieźle deptam mu po odcisku.
Wbrew sobie wybuchnęłam wesołym śmiechem.
-Rafael to trudny człowiek. Musisz mu wybaczyć; taki już ma sposób bycia- odpowiedziałam ocierając łzy radochy z kącików oczu.
-A co to, kurna? Plebiscyt na Matkę Miłosierdzia roku?- Zapytał ironicznie.- Sorry, nie piszę się na to. Odpadam.
Coraz bardziej zdziwiony kierowca zaczął obserwować nas kątem oka we wstecznym lusterku.
-"Matka Miłosierdzia Roku", świetne. Muszę to zapamiętać- zawyłam ze śmiechu.
-Wreszcie się uśmiechnęłaś, Victoria. Masz fajny ten uśmieszek, wiesz?- Rzucił spoglądając na mnie z ukosa.
-Odwal się, Uczniak- szturchnęłam go mocno, maskując zakłopotanie udawaną złością.
-Ten twój Uczniak ma imię- powiedział urażony.
-Spokój, bo wykopię cię z tej taksóweczki- zagroziłam żartobliwie.
-Jasne, jasne. I gdzie byś potem znalazła drugiego takiego przystojniaka jak ja, hę?- Podobnie jak Rafael, Gabriel miał to specyficzne poczucie humoru.
-Przepraszam, ale nie jesteś w moim typie- tym razem naprawdę, mimo jego żartu, byłam zakłopotana.
-Mam cię! I chyba nawet wiem, kto jest  w twoim typie- zauważył.
-Morda- szturchnęłam go mocno.
***
Gabriel sięgnął do bagażnika taksówki i wyciągnął z niej trzy olbrzymie sportowe torby.  Dwie z nich zarzucił sobie na ramiona i sięgnął po pozostałe dwie.
-Mogę sama nieść swoje graty- rzuciłam niezadowolona.
Obracając głowę przez ramię odparł:
-Może i wyglądam, jak wyciągnięty spod łóżka, rozpuszczony bachor; ale wyniosłem z domu pewną zasadę: kobiety nie dźwigają ciężarów- powiedział z zaciętą miną ten schrypły głos.
-Nosiłam ciężary zanim ty odstawiłeś mleko sprzed nosa- zakpiłam.
-Upierdliwa jesteś, Nauczycielko- odciął się.
-Przyganiał kocioł garnkowi- odwzajemniłam mu się.

Nasz apartament był umiejscowiony na szóstym piętrze budynku. Mieliśmy, rzecz jasna, osobne pokoje (Księżulkowie bardzo dbają o nasze duszyczki- jak skwitował to z przekąsem Gabriel).
-Dałeś im broń?- Zapytałam nagle, mając na myśli obsługę hotelu.
-Masz mnie za kompletnego debila i żółtodzioba?- Jęknął zbolałym tonem z kwaśną miną.
-Poprawka: jesteś żółtodziobem- stwierdziłam wywracając oczami. Debila nie odważyłam się nijak skomentować.
-Broń jest tu- ruchem głowy wskazał wściekle żółtą torbę.- Pójdę się zdrzemnąć. Będę śnić o mojej ocalonej duszyczce- przewrócił wymownie oczami i zniknął w mniejszym pokoju.
Ułożyłam się na swoim łóżku i obserwowałam przez szparę w drzwiach pokoju Gabriela jak chłopak szykuje się do drzemki. Zsunął adidasy, które z głuchym pacnięciem wylądowały na przeciwległej ścianie, jednocześnie zdejmując koszulkę, rzucił gdzieś w kąt swoją skórzaną kurtkę. Wtedy coś na jego plecach rzuciło mi się w oczy.
Zobaczyłam tatuaż nawiedzający mnie w koszmarach: trzygłową hydrę, pod którą widniała ozdobna wstęga z napisem: Quia cecidi in peccatis tres i zasłoniłam dłońmi usta tłumiąc pełen strachu jęk.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz