Stacja kolejowa.
-Chryste... Nienawidzę pociągów- złorzeczyłam. Złapałam broń, którą Raf mi rzucił, srebrny kołek długości ramienia.
-Przestań chrzanić i bierz się do roboty- odrzekł.
-Nie miałem pojęcia, że klecha może przeklinać- głos blondyna za mną. Zauważyłam, że jedna z jego dłoni krwawi.
-Odbiło ci??! Nie idź za nami!- Nakazałam wciągając go w zatęchły, brudny i wąski korytarzyk stacji wiodący do kas biletowych.
Nasze wargi. Prawie się wtedy zetknęły..
-Puść go! Będzie przynętą, te bestie i tak już go wyczuły!
-Wal się, księżulku!- Wypalił spanikowany blondyn i, tak jak Rafael przypuszczał, zwiał mi z zasięgu wzroku.
-Rafael, czy ty zawsze musisz coś takiego...?- Sapnęłam rozzłoszczona.
Jak zwykle. Jak, kurwa, zwykle zostałam sama na brudnej, zatęchłej stacji... I jeszcze, jakby tego było mało, cały arsenał broni miał w posiadaniu Rafael.
-Niech to szlag- powiedziałam samymi wargami nasłuchując.
Terkot nadjeżdżającego kolejnego pociągu doskonale zagłuszał inne odgłosy.
Wstrzymajcie pociąg! Niech nikt z niego nie wyjdzie!
Zaczęła boleć mnie głowa. Zdrętwiałe z bólu palce wypuściły srebro. Upadłam. Osłaniając głowę ramionami wrzeszczałam z rozsadzającego mózg bólu...
Potem cisza...
Błoga cisza.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz