Gabriel, zwany Uczniakiem
Pierwszy styczeń A. D. 1990.
Siedziałem w fotelu z kubkiem gorącej kawy i układałem w głowie plan wywęszenia, kim jest ten facet i czego Hydra chce od Victorii.
I nagle przyszło olśnienie, gdy przypomniałem sobie coś, na co wcześniej nawet nie zwróciłem uwagi.
Słowa Lei; która nigdy nie bała się nikogo, wtedy pełne były strachu.. Nie tylko głos wibrował przerażeniem, bo to uczucie wychodziło nie tylko z jej ust. Z drżącego, pokrytego gesią skórką ciała i rozszerzonych źrenic także.
Jeśli komukolwiek powiem, On mnie zabije..
I, chociaż nie miałem pojęcia, kim był ów On, to wszystko zdawało się w jakiś sposób ze sobą współgrać, tworząc układankę; której- jakby się wydawało- każdy z nas miał być częścią.
-Dziwne- mruknąłem zamyślony, wpatrując się w pusty kubek w fantazyjne, kolorowe wzory. Powoli odstawiłem go na biurko i przymknąłem oczy układając fakty od samego początku...
Ostatniej nocy, zanim poznałem tę dwójkę, czekając na rozkaz (z przymusu); podsłuchałem czyjąś rozmowę. Constanza rozmawiała o kimś ze swoim pupilkiem, czyli Giorgio. Zapamiętałem tyle, że ów człowiek miał na imię Vlad i, z tego co mówili między sobą był bardzo groźny, okrutny i zawsze, ale to zawsze stawiał na swoim.
Włączyłem telewizor. Akurat nadawano popołudniowe wiadomości.
-Dziś, około godziny siódmej rano niezidentyfikowani sprawcy napadli na konwój w Toronto. Skradziono około trzystu tysięcy lirów, a konwojenci zostali w bestialski sposób zamordowani. Przenosiny się na miejsce, gdzie czeka nasz specjalny korespondent...- obraz się zmienił.
Na pierwszym planie stał dziennikarz stacji relacjonujący zdarzenie, a za nim, za policyjną taśmą krzątało się pełno mundurowych i służby porządkowe. Trzy identyczne samochody były poobijane, zupełnie jakby ktoś o nadludzkiej sile uderzał w karoserię gołymi rękami. Tylne drzwi środkowego busa wprost wyrwane z zawiasów leżały kilkanaście metrów dalej.
-Miejscowa Mafia, jak dotąd nie przyznała się do tego czynu- mówił dalej, gdy obserwowałem gromadzących się po drugiej stronie gapiów.
Dostrzegłem Dietera, stał za taśmą i obserwował pracujących policjantów. Obok niego zauważyłem...
Zerwałem się na równe nogi. To był ten facet, który w noc śmierci Lei, podrzucał sobie głowę martwej dziewczyny!
-Gabriel..- Zignorowałem głos Victorii nadal wpatrzony w ekran telewizora, lecz nagle obaj: on i Dieter wyparowali.!
Skakałem oczami po ekranie próbując wypatrzeć ich w tłumie, ale nic z tego.
Podszedłem do stolika i wsunąłem w but nóż. Do paska przypiąłem kaburę z bronią i zakładając płaszcz upchnąłem po kieszeniach kilka magazynków, trzy flakony z wytłoczoną na nich koroną cierniową, kołek i krzyż.
-Gabriel, dokąd idziesz?- Zapytała Victoria, ale minąłem ją bez słowa, wychodząc z pokoju.
Dogoniła mnie i odwracając mnie siłą, nerwowo powtórzyła pytanie.
-Obiecaj, że cokolwiek zrobię, nigdy we mnie nie zwątpisz, Nauczycielko- powiedział cicho i śmiertelnie poważnie, po czym odwrócił się i ruszył korytarzem.
Vix patrzyła za nim oniemiała z zaskoczenia. Jej wargi drżały, a po policzkach zaczęły spływać łzy.
-Dlaczego taki jesteś?!- Krzyknęła za nim płaczliwie.
Gabriel stanął, jak wryty w połowie holu.
-Bo on zasługuje na ciebie bardziej, niż ja- i odszedł, a po chwili cicho zamknęły się za nim drzwi.
I, chociaż nie miałem pojęcia, kim był ów On, to wszystko zdawało się w jakiś sposób ze sobą współgrać, tworząc układankę; której- jakby się wydawało- każdy z nas miał być częścią.
-Dziwne- mruknąłem zamyślony, wpatrując się w pusty kubek w fantazyjne, kolorowe wzory. Powoli odstawiłem go na biurko i przymknąłem oczy układając fakty od samego początku...
Ostatniej nocy, zanim poznałem tę dwójkę, czekając na rozkaz (z przymusu); podsłuchałem czyjąś rozmowę. Constanza rozmawiała o kimś ze swoim pupilkiem, czyli Giorgio. Zapamiętałem tyle, że ów człowiek miał na imię Vlad i, z tego co mówili między sobą był bardzo groźny, okrutny i zawsze, ale to zawsze stawiał na swoim.
Włączyłem telewizor. Akurat nadawano popołudniowe wiadomości.
-Dziś, około godziny siódmej rano niezidentyfikowani sprawcy napadli na konwój w Toronto. Skradziono około trzystu tysięcy lirów, a konwojenci zostali w bestialski sposób zamordowani. Przenosiny się na miejsce, gdzie czeka nasz specjalny korespondent...- obraz się zmienił.
Na pierwszym planie stał dziennikarz stacji relacjonujący zdarzenie, a za nim, za policyjną taśmą krzątało się pełno mundurowych i służby porządkowe. Trzy identyczne samochody były poobijane, zupełnie jakby ktoś o nadludzkiej sile uderzał w karoserię gołymi rękami. Tylne drzwi środkowego busa wprost wyrwane z zawiasów leżały kilkanaście metrów dalej.
-Miejscowa Mafia, jak dotąd nie przyznała się do tego czynu- mówił dalej, gdy obserwowałem gromadzących się po drugiej stronie gapiów.
Dostrzegłem Dietera, stał za taśmą i obserwował pracujących policjantów. Obok niego zauważyłem...
Zerwałem się na równe nogi. To był ten facet, który w noc śmierci Lei, podrzucał sobie głowę martwej dziewczyny!
-Gabriel..- Zignorowałem głos Victorii nadal wpatrzony w ekran telewizora, lecz nagle obaj: on i Dieter wyparowali.!
Skakałem oczami po ekranie próbując wypatrzeć ich w tłumie, ale nic z tego.
Podszedłem do stolika i wsunąłem w but nóż. Do paska przypiąłem kaburę z bronią i zakładając płaszcz upchnąłem po kieszeniach kilka magazynków, trzy flakony z wytłoczoną na nich koroną cierniową, kołek i krzyż.
-Gabriel, dokąd idziesz?- Zapytała Victoria, ale minąłem ją bez słowa, wychodząc z pokoju.
Dogoniła mnie i odwracając mnie siłą, nerwowo powtórzyła pytanie.
Rafael J. White
Podniósł jej głowę i wpatrzony w oczy Victorii pocałował ją delikatnie w policzek.-Obiecaj, że cokolwiek zrobię, nigdy we mnie nie zwątpisz, Nauczycielko- powiedział cicho i śmiertelnie poważnie, po czym odwrócił się i ruszył korytarzem.
Vix patrzyła za nim oniemiała z zaskoczenia. Jej wargi drżały, a po policzkach zaczęły spływać łzy.
-Dlaczego taki jesteś?!- Krzyknęła za nim płaczliwie.
Gabriel stanął, jak wryty w połowie holu.
-Bo on zasługuje na ciebie bardziej, niż ja- i odszedł, a po chwili cicho zamknęły się za nim drzwi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz