niedziela, 17 listopada 2019

Watashi no Akuma Rozdział VII: Kłamca i jeszcze większy kłamca

Gabriel, zwany Uczniakiem
Wracając na pociąg, rozmyślałem. 
Wiedziałem, że muszę dać ojcu jeszcze trochę czasu. To nieprawda, że od tamtej jesieni, siedem lat temu, był zimnym, nieczułym i zgryźliwym staruchem- przeciwnie: był dobrym, ale zasadniczym człowiekiem. Miał zasady, których cierpliwie uczył wszystkich swoich synów, i które jeden z nich sakramencko oblał na swoim życiowym egzaminie. Na życiowym i kurewsko ostrym zakręcie jego najmłodszy syn...
-Po prostu się wykoleił- mruknąłem do siebie zamyślony.
A jednak jeszcze coś nie dawało mi spokoju. Okłamywałem Victorię, a to było z mojej strony obrzydliwe. Bardzo obrzydliwe.
Spojrzałem na niebo. Było szare, jak mój nastrój i zachmurzone- wyraźnie zbierało się na burzę, więc jeszcze bardziej przyspieszając kroku zapiąłem wyżej płaszcz i założyłem kaptur.
Myślałem o niej. Cały czas. Zupełnie nagle jej twarz stanęła mi przed oczami, potknąłem się o coś i wypadając z traktu wylądowałem w leśnym rowie przeklinając soczyście.
Kwadrans do odjazdu, a ja w cholernym rowie. Jeszcze do tego na zadupiu.. Szlag by to trafił!. 
Jakoś wróciłem na drogę i słysząc za sobą pomruki odległych grzmotów skierowałem się na skróty.

W ostatniej chwili zdążyłem wsiąść do wagonu. Natychmiast znalazłem przedział dla palących i ulokowałem się tam.
Na szczęście byłem sam. Nie miałem ochoty z nikim rozmawiać. Byłem zmęczony, rozdrażniony i zły na siebie.
Wyjrzałem przez okno przedziału. Burza zbliżała się w zastraszającym tempie. Po tym poznałem że coś jest nie tak, jak powinno.
Sięgnąłem do kieszeni po święconą wodę i kołek, który rozłożyłem wciskając przycisk w rękojeści. Czekając nasłuchiwałem podejrzanych odgłosów i prosiłem cokolwiek świętego (jeśli to istniało) o to, żebym się mylił.
Łup! W pobliżu coś z łoskotem uderzyło w ściankę przedziału. Przy szybie pojawiła się czyjaś dłoń, a po chwili twarz.
Rozpoznałem ją. To była dziewczyna, która próbowała ukraść mi portfel.
Za nią nie dostrzegłem nikogo, ale nagle dziewczyna z wrzaskiem odleciała korytarzem i uderzyła w coś.
Przymknąłem oczy starając się uspokoić. Przypomnieć sobie, czego do tej pory nauczyła mnie Vix.
Pojawiają się nocą, lub w pochmurne dni. Zabijając ludzi mają demoniczną siłę. Żeby ich zabić musisz trafić kółkiem w serce, odciąć łeb i spalić: właśnie po to mamy święconą wodę- usłyszałem jej słowa.- A, i jeszcze jedno: oni nie mają odbicia. 
Otworzyłem przesuwne drzwi i wyszedłem na wąski korytarzyk. Przerażona, poobijana i półprzytomna dziewczyna nie miała sił nawet krzyczeć.
To Coś już miało zatopić zębiska w swojej ofierze, gdy nagle podniosło głowę i obejrzało się. Te czarne jak bezdenne kule ślepia wbiły się w moje.
-Pachniesz Nią!- Zaatakował mnie, ale zdążyłem odskoczyć i zamachnąć się lewą ręką, w której trzymałem kołek.
-Kim?- Zapytałem z niemałym zaskoczeniem, odrzucając go kopniakiem.
Roześmiał się. Na dźwięk tego śmiechu zaczęło zbierać mi się na wymioty.
-Księżniczką Draculea- Warknął zasypując mnie atakami. Wiedziałem, że jeśli taki stan rzeczy utrzyma się dłużej, służby porządkowe będą mnie mogły, co najwyżej, zeskrobać ze ścian przedziału. Dziwaczne wydało mi się też to, że nikt, poza mną nie wyszedł sprawdzić tych hałasów.
-Reszta wagonu smacznie śpi. Snem wiecznym- wyjaśnił potwór, jakby podsłuchiwał moje myśli.
Powaliłem go na podłogę wagonu i zacząłem się nad nim pastwić okładając go kopniakami. Odrzucił mnie do tyłu i odbiłem się od drzwi przejścia do kolejnego wagonu. Otwierając flakon, z łomoczącym w piersi sercem, odczekałem aż podejdzie dosyć blisko bym mógł...
Chlust!
Z twarzy Potwora poszedł lekki dym, a skóra zaczęła się rozpuszczać, wprost skapując na podłogę, w akompaniamencie klątw i wrzasków bólu.
Spojrzałem na buteleczkę z ukosa.
-Przydatne- mruknąłem rzucając się po upuszczone srebro.
-Uważaj!!!- Krzyknęła ostrzegawczo niedoszła ofiara "Nocnego"
W ostatniej chwili podciąłem mu nogi i obracając się wpakowałem broń aż po rękojeść w jego pierś.
Oddychając ciężko z wysiłku, wyciągnąłem zza płaszcza drugi flakon święconej i oblewając trupa odsunąłem się, gdy buchnęły z niego płomienie.
-I, żeby mi to było ostatni raz; Paskudo- mruknąłem, wpatrując się w prochy zapaliłem papierosa.
Dowiedziałem się ciekawej rzeczy.. Księżniczka Draculea...
Zastanawiałem się teraz, kim ona mogła być.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz